Historia Cmentarza Powązkowskiego


Genius loci, czyli miejsca czar
Wandalizm i kradzieże

Największą bolączką każdej nekropolii, a już tym bardziej tak dużej jak Stare Powązki, były kradzieże elementów nagrobków lub ich dekoracji (kwiatów, wieńców itp.) oraz bezmyślność młodzieży.

Już Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (1798-1845) wspominała, iż plagą cmentarza byli rabusie grobów, pozostawiający po sobie wyciągnięte z krypt zwłoki, których fragmenty walały się po nekropoli1. Jeszcze w 1868 r. powszechnym zjawiskiem było, iż:

"Nim godzina upłynie, jakaś ręka chciwa, wyrywa z korzeniem kwiecie, kradnie wieńce."2

Proceder ów kwitł w najlepsze także na Starych Powązkach, a głównym sprawcą była m.in. służba cmentarna. Cytowany wyżej autor z oburzeniem pisał również:

"Wianki też znikają z szybkością błyskawicy (...), a następnie u wrót cmentarza wystawiane są po raz drugi lub trzeci na sprzedaż. Taka służba [cmentarna - przyp. Sowa] nie przebiera też w środkach zdobycia materiałów, gdy idzie o zamówienie ozdobienia grobu. Wtenczas dziesięć mogił składa się na jedenastą."3

Upływ lat wcale nie wpłynął na podniesienie kultury zwiedzania nekropolii. Na przykład w 1894 r., złapano m.in. trzech wyrostków, którzy odłamywali metalowe tablice z pomników, do czego namówił ich pewien złomiarz4. Schwytano też damę, która zrywała kwiaty z grobów i chowała je do parasola.

Kontrolę nad spokojem zmarłych utrudniał fakt, że przez długi czas większa część ogrodzenia cmentarza miała charakter cokolwiek prowizoryczny (zob. Granica sacrum, czyli mury cmentarne). Nawet wysokie, kamienne ogrodzenie nie było jednak dostateczną zaporą, skoro ok. 1903 r. od ul. Okopowej i "drogi publicznej" (ul. Spokojna?) konieczne było podwyższenie muru i zakończenie go gwoździami, co miało ukrócić nocne wizyty rabusiów5.

Wandalizm i kradzieże na cmentarzach były od zawsze i pewnie nadal będą się zdarzać. Jednak o ile kiedyś miały charakter głównie "zarobkowy" (co w żaden sposób nie rozgrzesza ich sprawców), to co najmniej od początku XXI w. na Cmentarzu Powązkowskim pojawiły się również działania o podłożu ideologicznym.

Otóż, kiedy ok. 2000 r. odkryłam mauzoleum Matyldy Sawickiej (H. Kudera, ok. 1905 r., kw. 175) wewnątrz "powitał" mnie krzyż zdjęty z przeciwległej ściany i ułożony w pozycji, w której ukrzyżowano św. Piotra. Naturalnie dzieciakom, które to zrobiły, bynajmniej nie chodziło o uczczenie apostoła. W 2010 r. prasa donosiła z kolei o zniszczeniu nagrobka Jerzego Waldorffa, czego nie można tłumaczyć inaczej niż jako wybryk jakiegoś homofoba. Nie mogło wreszcie zabraknąć odwiecznych "wrogów ludzkości" tj. masonów, zdemaskowanych w osobach członków rodziny Rettingerów i/lub Graba-Łęcckich. Śmiać się czy płakać?...

Za każdym razem dziennikarze i społeczeństwo zapytują, czy nie można było zapobiec tego rodzaju "wyczynom", czy ich sprawcy zostali wykryci i ukarani. I za każdym razem widać lekceważenie problemu i/lub zasłanianie się brakiem pieniędzy np. na monitoring. Pozostawię to bez komentarza...

  Sowa
13.02.2011

Przypisy

  1. S. Szenic, Cmentarz Powązkowski : zmarli i ich rodziny. T. 1790-1850, (Biblioteka Syrenki), Warszawa 1979, s. 19.

    Klementyna z Tańskich Hoffmanowa mieszkała w Warszawie do 1831 r., stąd jej uwagi dotyczyły stanu Cmentarza Powązkowskiego przed przejęciem jego zarządu przez Magistrat.

  2. "Przegląd Tygodniowy" 1868, nr 36, s. 318.
  3. "Przegląd Tygodniowy" 1868, nr 36, s. 318.
  4. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1894, nr 172, s. 3.
  5. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XX 207. Archiwum m.st. Warszawy.


Do góry