Historia Cmentarza Powązkowskiego


Genius loci, czyli miejsca czar
Estetyka otoczenia?

Jako się rzekło w innym miejscu, społeczeństwo oczekiwało, aby Cmentarz Powązkowski był piękny. Dbali o to właściciele grobów, gdyż troska o mogiły bliskich była świadectwem szacunku dla zmarłych. W pewnym stopniu i do pewnego czasu dbał też o to zarząd cmentarza, gdyż... tego się po nim spodziewano ;) Nie zawsze jednak wszystko szło "zgodnie z planem".

Już opisane wyżej wybryki wandali, złodziei i służby cmentarnej kładły się plamą na idealnym wizerunku nekropolii, a bynajmniej nie były to jedyne problemy estetyczne.

Zwiedzanie Cmentarza Powązkowskiego oprócz wrażeń "wizualnych" dostarczało bowiem również bodźców... zapachowych. W 1873 r. "Kurier Warszawski" opublikował list czytelnika, który piętnował praktykę... wietrzenia (sic!) grobów rodzinnych za dnia zamiast w nocy, kiedy woń zgnilizny nie przeszkadzałaby odwiedzającym cmentarz1.

Z biegiem lat społeczeństwo coraz bardziej raziły także niszczejące nagrobki. Zarząd cmentarza nie patyczkował się z ich właścicielami: wielokrotnie wydawano zarządzenia, zobowiązujące rodziny do usuwania zniszczonych pomników, spróchniałych krzyży czy parkanów, czasem podając nawet nazwiska pochowanych2. Podobno zanim nadzorcą cmentarza został niejaki płk Biron (Byron, zmarł przed 1904 r.) nikt nie konserwował nagrobków, a:

"Poza katakumbami istniała tzw. kostnica nagrobków, w której składano zabytki przy lada sposobności."3

I bynajmniej nie były to najgorsze czasy dla powązkowskich monumentów. W 1922 r. na wniosek ks. dziekana Feliksa Puchalskiego (kościelny już) dozór postanowił, że co pięć lat będzie przeprowadzana "lustracja" pomników nagrobnych i jeśli ich właściciele nie zgłoszą się na wezwanie zarządu, nagrobki zostaną sprzedane, a mogiły zrównane z ziemią4.

Zarządzenie nie weszło chyba jednak w życie, czego możemy się domyślać na podstawie opisu Cmentarza Powązkowskiego nadesłanego w 1931 r. przez czytelniczkę "Kuriera Warszawskiego"5. Ponoć za pierwszą bramą (a więc w prestiżowej części nekropolii) "straszyły" wówczas pozapadane nagrobki, z oderwanymi płytami, gdzie przez dziury wpadały do wnętrza krypt śmieci i błoto. Na usprawiedliwienie właścicieli tych grobów (o ile żyli) warto przypomnieć, że nowy dozór cmentarza wyznaczył m.in. opłaty za dopuszczenie do nagrobka robotników, którzy mieli go odnowić (zob. Finanse cmentarne).

Mimo wszystko do końca I wojny światowej zarząd Cmentarza Powązkowskiego starał się jakoś dbać o estetykę cmentarną. Ocena jego zabiegów była jednak różna, a z biegiem lat wymagania publiczności rosły.

Istotną cezurą stał się 1915 r. Pewna tolerancja nowego okupanta umożliwiała zawiązywanie mniej lub bardziej formalnych stowarzyszeń lub - jakbyśmy dziś powiedziały - inicjatyw obywatelskich. Widać dotychczasowa działalność dozoru nekropolii nie była zadowalająca, skoro np. w 1917 r. niejaka Zofia Lelewelowa złożyła w Magistracie wniosek o założenie "Koła Opieki nad Grobami Powązek i Bródna"6. Wbrew pozorom jego zadania były daleko bardziej rozległe - żeby nie powiedzieć ambitniejsze - niż współczesnego Komitetu Powązkowskiego. Koło miało dbać m.in. o: "racjonalne utrzymanie porządku na wyżej wymienionych cmentarzach."7 Niestety skończyło się chyba tylko na inicjatywie8.

Największa fala krytyki, nie tyle wizerunku samego Cmentarza Powązkowskiego, co raczej polityki jego zarządu, nastąpiła w okresie międzywojennym.

Już w 1921 r. utyskiwano, że sławna "parkowa" zieleń cmentarza jest mocno przypadkowa, mało urozmaicona, zaniedbana (zwłaszcza owe świerki sadzone przy alejkach w dalszych kwaterach), a nawet celowo niszczona w celu pozyskania drewna na sprzedaż (szczególnie dotyczyło to ponoć akacji)9. Za katakumbami "straszyły" podobno: "(...) niefortunne plantacje z krzewów nie ciętych i źle dobranych"10, które prawdopodobnie były pozostałością po chwalonych niegdyś klombach. Nadal lekceważąco traktowano groby zarzucając je np. ziemią wydobytą podczas kopania świeżych mogił czy śmieciami.

Brak szacunku dotykał zarówno groby zwykłych ludzi, jak i zasłużonych. W 1922 r. do "Gazety Porannej 2 Grosze" napisał potomek rodziny Komorowskich, spokrewniony ze "Śpiewakiem Kaliny" oraz jego bratem, artystą dramatycznym, Józefem11. Otóż na grobie tego ostatniego urządzono najzwyklejszy śmietnik, gdzie obok zeschniętych liści czy wieńców walały się cegły. Podczas interwencji w zarządzie cmentarza, autor listu dowiedział się, że górę odpadków... naniósł wiatr (sic!). Natomiast żadnego wyjaśnienia nie uzyskał w kwestii "tajemniczego zniknięcia" kilkuletnich paproci i dębów rosnących na grobie jego matki.

Wielka "afera" wybuchła w początku l. 30-tych XX w. i dotyczyła praktycznej likwidacji powązkowskiego drzewostanu12.

W 1930 r. "Gazeta Warszawska" zaalarmowała, że wyrąbano większość drzew za IV bramą, gdzie niegdyś: szumiał stary gaj13. Co więcej konary usuwano nieumiejętnie, uszkadzając pobliskie nagrobki. Rok później zbulwersowana czytelniczka "Kuriera Warszawskiego" donosiła, iż w najstarszej części cmentarza ocalały zaledwie dwa drzewa, cudem uratowane przez właścicieli sąsiednich grobów14. Zarząd cmentarza tłumaczył, iż wycinał tylko te okazy, które zagrażały pomnikom, a poza tym szatę roślinną należało przerzedzić, aby nie zatrzymywała wilgoci szkodliwej dla nagrobków. Już wtedy opinię publiczną zastanawiało, gdzie znika drewno zebrane podczas całej akcji i dlaczego w świętym spokoju pozostawiono kikuty uschniętych drzew. Sprawa była tym bardziej kontrowersyjna, że nieraz usuwano drzewa rosnące na wykupionych grobach. Jednakże na dociekliwe pytania dziennikarzy, kto i jakim prawem dał dozorom prawo gospodarowania uzyskanym w ten sposób drewnem, zarząd powązkowskiej nekropolii dał do zrozumienia, że może robić co chce, a właściciele grobów nie mają nic do gadania...

Być może w XIX w. Cmentarz Powązkowski naprawdę przypominał "rozkoszny ogród"15, lecz w wolnej Polsce nowy dozór doprowadził nekropolię do stanu nader przykrego i chyba niezbyt się przejmował oczekiwaniami społeczeństwa.

A te nadal były wysokie. W 1933 r. dziennikarz "Polski Zbrojnej" oburzał się na stan cmentarnych dróżek, na których spacerowicz zapadał się po same kostki w błocie16. Z kolei w kilka lat później do "Kuriera Warszawskiego" napisał pewien "esteta", zwracając uwagę, że zieleń powązkowska (tam, gdzie przetrwała) była owszem imponująca, ale miała charakter cokolwiek przypadkowy i mało urozmaicony. Swoje wywody podsumowywał:

"Cmentarz Powązkowski, jako wytwór planu parkowego, przystosowania roślin do wymagań estetycznego nastroju, stoi w dalekiej rozbieżności od najbardziej prymitywnych wymagań i praktycznych i artystycznych.(...)"17

Narzekania na estetykę warszawskiego "przedmieścia umarłych" przerwała... II wojna światowa. Po 1945 r. "nieporządki" na Cmentarzu Powązkowskim albo zniknęły (?), albo przestały zajmować opinię publiczną (?). Dopiero za sprawą Komitetu Powązkowskiego zaczęto mówić o katastrofalnym stanie nagrobków, lecz o ile w przedwojennej prasie z pewnością wskazano by "winnego", to dziś poprzestaje się na apelach o wsparcie konserwacji zabytkowych pomników. A może po prostu jest dobrze i nie ma się do czego "przyczepić"? ;)

Wizyta na cmentarzu pokazuje jednak, iż oprócz zabytków giną także groby zwykłych obywateli Warszawy. Ich wrogiem jest zarówno czas, lekceważenie (np. wrzucanie śmieci do wnętrza krypt przez pęknięte płyty), jak i... fatalny gust młodszych pokoleń, stawiających kiczowate granity obok omszałych piaskowców.

  Sowa
1.11.2010

Przypisy

  1. "Kurier Warszawski" 1873, nr 142, s. 2.

    Początkowo zastanawiałam się, czy rzeczywiście istniała taka praktyka, czy też autor pragnął zwrócić uwagę na zjawisko plądrowania grobów. A jednak taryfa opłat pogrzebowych z 1882 r. wprowadzała:

    "Zakaz otwierania [grobów familijnych - przyp. Sowa] dla obejrzenia ciał zmarłych lub też dla odświeżenia powietrza"

    Nota bene, klucze do grobowców rodzinnych miały być zdeponowane w kancelarii cmentarza. - Taryfa wszelkich opłat przy obrzędach pogrzebowych dla parafij warszawskich rzymsko-katolickich zatwierdzona reskryptem JW. Jenerał-Gubernatora z d. 29 sierpnia 1882 r. na No 11 315, § 20.

  2. Por. np. "Warszawska Gazeta Policyjna" 1850 nr 128, s. 2 lub ten sam tytuł z 1853 r. nr 187, s. 2.
  3. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXI 3. Archiwum m.st. Warszawy.
  4. Odręczna notatka B. Korotyńskiego [w:] Zbiór Korotyńskich sygn. 19750. Archiwum m.st. Warszawy.

    Raczej nie chodziło tu o estetykę Starych Powązek, tylko zwolnienie miejsca pod nowe pochówki. - Por. Finanse cmentarne.

  5. Oprac. na podst.: Z. Zaleska, Wycinanie Powązek, "Kurier Warszawski" 1931, nr 286, s. 6-7.
  6. Oprac. na podst.: Zbiór Korotyńskich sygn. 19750. Archiwum m.st. Warszawy (wycinek z: "Kurier Warszawski" 1917 z 21 lutego - brak informacji w numerze).
  7. Zbiór Korotyńskich sygn. 19750. Archiwum m.st. Warszawy (wycinek z: "Kurier Warszawski" 1917 z 21 lutego - brak informacji w numerze).
  8. Myśl jednak "nie zginęła". W 1921 r. w Towarzystwie Ogrodniczym Warszawskim zrodził się pomysł zorganizowania koła właścicieli grobów na cmentarzach warszawskich, które przy pomocy członków Towarzystwa: "(...) doprowadziłoby cmentarze do należytego poziomu estetycznego." - "Kurier Warszawski" 1921, nr 151, s. 5.

    Zapewne i tym razem nic z tego nie wyszyło, zwłaszcza wobec dość dyskusyjnej gospodarki dozoru cmentarnego (zob. Warszawa cmentarna. Dozory kościelne i cmentarne).

  9. Oprac. na podst.: E. Jankowski, Nasze cmentarze, "Kurier Warszawski" 1921, nr 142, s. 6.
  10. E. Jankowski, Nasze cmentarze, "Kurier Warszawski" 1921, nr 142, s. 6.

    Autor, członek towarzystwa ogrodniczego, proponował zresztą konkretne gatunki roślin, mających upiększyć cmentarz. Tak więc alejki należało wysadzić lipami, dębami, wiązami, brzozami, mury okryć dzikim winem, nad mogiłami sadzić drzewa "płaczące" (np. wierzby, brzozy), a krzyże i kolumny ozdabiać pnączami. Same powiedzcie, czyż nie byłoby pięknie ;)

  11. Oprac. na podst.: "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1922, nr 217 s. 2.
  12. Oprac. na podst.: "Gazeta Warszawska" 1930, nr 213a, s. 6, 1931, nr 285b, s. 6 ; Z. Zaleska, Wycinanie Powązek, "Kurier Warszawski" 1931, nr 286, s. 6-7.
  13. "Gazeta Warszawska" 1930, nr 213, s. 6.
  14. Trzeba przyznać, iż p. Zaleska mocno przesadziła, gdyż na fotoplanie z 1935 r. kwatery do Bramy IV są prawie całkowicie zadrzewione. No, chyba że to jakieś krzaki.
  15. "Kurier Warszawski" 1894, nr 172, s. 2.
  16. A.K., "Porządki" na cmentarzu Powązkowskim, "Polska Zbrojna" 1933, nr 66, s. 7.
  17. M. Nałęcz, O estetykę Powązek, "Kurier Warszawski" 1937, nr 301, s. 4.


Do góry