Kościół św. Karola Boromeusza


Patron kościoła

Zanim przejdziemy do omawiania kolejnych "wcieleń" świątyni powązkowskiej, warto wiedzieć, skąd w ogóle wzięło się jej wezwanie.

Otóż winna temu... konfederacja barska (l. 1768-1772). Jak wszytkie dziatki wiedzą, konfederaci poważyli się na rzecz prawie niebywałą w historii Polski. Uprowadzili bowiem samego króla, celem nakłonienia go do zmiany... hmmm... linii politycznej. Porwanie nastąpiło wieczorem 3 listopada 1771 r. na ul. Miodowej, po czym Jego Majestat wywieziono za miasto, nieopatrznie zostawiwszy tylko z jednym porywaczem, porucznikiem Janem Kuźmą. Stanisław August wykorzystał okazję i zaczął perswadować Kuźmie, aby nie odwoził Jego Wysokości na miejsce umówione z porywaczami (w Lasku Bielańskim), tylko króla uwolnił, a ten mu wybaczy i jeszcze nagrodzi. Kuźma dał się przekonać i odprowadził Stanisława Augusta na pobliski Marymont, gdzie zaraz ściągnięto oddział gwardii i odeskortowano Jego Wysokość na zamek warszawski.

Co to ma wspólnego z naszym kościołem? Otóż, rozmowa króla z porywaczem miała miejsce właśnie niedaleko Powązek, dnia 4 listopada 1771 r. poświęconego św. Karolowi Boromeuszowi. I właśnie "cudownemu" ocaleniu osoby królewskiej kościółek powązkowski zawdzięcza patrona i... obraz w głównym ołtarzu (zob. Kościół Dominika Merliniego.

© Sowa
1.11.2010

 


Do góry