Pochowani na Cmentarzu Powązkowskim


Pięciu Poległych

Data i miejsce urodzenia: nie dotyczy
Data i miejsce śmierci: 27 luty 1861 r., Warszawa
Nagrobek: Nagrobek Pięciu Poległych
Lokalizacja grobu: kw. 178

Są w dziejach wydarzenia, zyskujące z czasem miano przełomowych lub wręcz symbolu danej sprawy. Czasem wynikają z niezwykłego splotu okoliczności, a kiedy indziej przypominają raczej kroplę przepełniającą czarę, iskrę rzuconą na dawno przygotowaną beczkę prochu.

Podobnie było z pewną demonstracją patriotyczną z 1861 r., której ofiary i ich grób na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie rychło uznano za jeden z symboli walk narodowowyzwoleńczych. Dziś hasło "Pięciu Poległych" niewielu osobom coś mówi, bo też i pojęcie patriotyzmu, i znajomość polskich dziejów mocno podupadły1. Warto zatem przypomnieć, czym zasłużyło się dla naszych dziejów kilku (przypadkowych zresztą) demonstrantów.

Najprościej i najkrócej rzecz ujmując tym, że... polegli ;) Ale żarty na bok, gdyż cała sprawa miała o wiele poważniejsze tło i przebieg. Zanim jednak przejdę do ad remu pozwolę sobie zapowiedzieć, że nie będę się streszczać, gdyż po pierwsze w internecie niewiele jest obszerniejszych publikacji na ten temat, a po drugie... lubię stukać w klawiaturę ;)

Historia obiektywnie opowiedziana

Za początek publicznych demonstracji patriotycznych, poprzedzających oraz w pewnym sensie inicjujących powstanie styczniowe, uważa się pogrzeb wdowy po generale Józefie Sowińskim, Krystyny, zorganizowany 11 czerwca 1860 r. na cmentarzu ewangelicko-reformowanym. Pierwszą, naprawdę masową i otwarcie religijno-patriotyczną manifestacją były jednak obchody trzydziestej rocznicy wybuchu powstania listopadowego tego samego roku, kiedy to pod kościołem karmelitów na Lesznie (dziś Al. Solidarności) zebrało się kilkaset osób z różnych stanów (w tym wiele kobiet) i odśpiewało kilka pieśni narodowych. Do zgromadzonych podchodzili uczniowie wyższych szkół, rozdając portreciki Tadeusza Kościuszki i Jana Kilińskiego oraz broszurki z historią powstania i pieśniami patriotycznymi. Kolejne ważniejsze wystąpienie, a zarazem preludium do dramatu, nastąpiło 25 lutego 1861 r. w rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską. Rynek Starego Miasta i sąsiednie ulice zapełniły wówczas kilkutysięczne tłumy z chorągiewkami w barwach narodowych, a "przypadkiem" znaleziono nawet sztandar polski i transparent z Orłem Białym2. Formującą się procesję brutalnie rozpędziła policja, raniąc wiele osób i aresztując ok. 30 uczestników demonstracji.

Nie tylko wydarzenia z przeszłości motywowały organizatorów manifestacji do zwoływania tłumów. Właśnie na luty zaplanowano obrady Towarzystwa Rolniczego3, postrzeganego przez część społeczeństwa polskiego trochę jako reprezentacja narodowa, co było o tyle uzasadnione, że gromadziło szlachtę i arystokrację, z którymi władza liczyła się trochę bardziej niż z resztą społeczeństwa. "Rewolucyjne" środowiska patriotyczne próbowały więc nakłonić Towarzystwo do wystosowania adresu do cara z protestem przeciwko metodom zarządzania Królestwem, żądaniem przywrócenia języka polskiego w szkołach i zezwolenia na tworzenie polskich instytucji naukowych oraz uwłaszczenia chłopów. Towarzystwo ostatecznie nie zdecydowało się na przekazanie carowi tych "próśb", lecz dyskusję nad zniesieniem pańszczyzny włączono do planu obrad. Bynajmniej nie uspokoiło to ulicy.

Na 27 lutego 1861 r. zaplanowano więc kolejną demonstrację, aczkolwiek kronikarze tamtych dni nie są zgodni co do tego, jaki był jej... cel4. Pochód, składający się z młodzieży akademickiej, rzemieślników i osób różnego wieku, płci i zajęcia, uformował się około południa pod kościołem karmelitów na Lesznie, skąd ruszył ul. Długą na Stare Miasto i pod Zamek Królewski, a dalej planowano Krakowskim Przedmieściem udać się pod Pałac Namiestnikowski, gdzie zebrali się członkowie Towarzystwa Rolniczego. Władze rosyjskie, uprzedzone przez Andrzeja Zamoyskiego o możliwości przerwania obrad, skierowały do pałacu zbrojnych, ale już od początku formowania się pochodu i tak towarzyszyła mu policja.

Do starcia doszło dopiero na Pl. Zamkowym, kiedy oddział, broniący dostępu do siedziby Namiestnika, zaatakował tłum, zmuszając go do cofnięcia się.

Części demonstrantów, łącznie z przywódcami, udało się jednak przedostać na Krakowskie Przedmieście, gdzie przed kościołem bernardynów spotkali się z konduktem pogrzebowym Józefa Łempickiego, urzędnika Dyrekcji Ubezpieczeń od Ognia. Żołnierze carscy, podejrzewając zakonników o współudział w manifestacji, ruszyli na nich, biciem chcąc rozpędzić pochód. W zgiełku połamano krzyż, niesiony przez bernardynów, co sprowokowało resztę demonstrantów do ataku na wojsko przy pomocy cegieł, kamieni i zmarzłego błota. Na posiłki oddziałom Kozaków przybył wówczas gen. Wasyl Zabołocki z kompanią Niżowskiego Pułku Piechoty. Również jego żołnierze zostali obrzuceni kamieniami, a kiedy tłum nie usłuchał rozkazu rozejścia się, Zabołocki wydał polecenie oddania strzałów do demonstrantów. Od kul padło pięć osób: Filip Adamkiewicz (czeladnik krawiecki), Michał Arcichiewicz (uczeń kl. VI Gimnazjum Realnego), Karol Brendel (robotnik fabryczny), Marceli Karczewski i Zdzisław Rutkowski (obywatele ziemscy), a wiele osób zostało rannych. Wydarzenia te rozegrały się w pobliżu figury Matki Boskiej Passawskiej, u wylotu tzw. Wąskiego Krakowskiego Przedmieścia.

Efekt - jak nietrudno się domyślić - był piorunujący, a przerażone tłumy rozbiegły się w popłochu. Dopiero po chwili, kiedy oddział Zabołockiego podążył ku Zamkowi, manifestanci wyszli z ukrycia, zajmując się rannymi, a zwłaszcza poległymi.

Kilku z nich umieszczono chwilowo w mieszkaniu sióstr Kuhnke w tzw. kamienicy Malcza5, jednego (Michała Arcichiewicza) odwieziono do kamienicy Andrzeja Zamojskiego przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie mieszkali jego rodzice, pozostałych zaś ostatecznie do Hotelu Europejskiego6. W domu Zamoyskiego mieścił się zresztą także konsulat francuski, a że jednym z poległych miał być Francuz, tłum usiłował skłonić dyplomatę do naocznego przekonania się o dokonanym bezprawiu7. Konsul jednak nie wyszedł do przybyłych, więc zwłoki przeniesiono do Hotelu Europejskiego.

Strzały, oddane do praktycznie bezbronnego tłumu, wywołały ogromne wzburzenie wśród chyba wszytkich warstw społecznych Warszawy, co - jak zauważa Julian Komar - przyczyniło się prawie do całkowitej ich konsolidacji i niemal powszechnego przystąpienia do ruchu aktywie głoszącego hasła niepodległościowe. Już w kilka chwil po feralnej interwencji gen. Zabołockiego, stało się to oczywiste również dla namiestnika Królestwa, Michaiła Gorczakowa, toteż postanowił zrobić (prawie) wszytko, aby uniknąć dodatkowego "wzburzenia umysłów" i wybuchu powstania w Warszawie.

Wezwany tego samego dnia Andrzej Zamoyski radził więc Namiestnikowi wycofać wojsko z miasta, uwolnić aresztowanych 25 lutego i ukarać sprawców morderstwa. Dopiero jednak ponowienie tych żądań przez Delegację Miejską8 odniosło skutek. Gorczakow przystał również na zorganizowanie uroczystego pogrzebu pięciu poległych, podczas którego porządek w mieście miała zapewnić Delegacja. W pewnym sensie było to czasowe (ale jednak) oddanie władzy w Warszawie samym Polakom, pierwsze od kilkudziesięciu lat.

Pogrzeb

Już w Hotelu Europejskim rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na pogrzeb ofiar demonstracji, lecz dopiero Delegacja Miejska oficjalnie powołała stosowny komitet pod przewodnictwem ks. Józefa Wyszyńskiego z Jakubem Piotrowskim jako skarbnikiem i Augustem Trzetrzewińskim jako bezpośrednim "kierownikiem organizacyjnym".

Datę pochówku wyznaczono na 2 marca, a szczegółowy program uroczystości opublikowała prasa codzienna 1 marca (m.in. "Kurier Warszawski" i "Gazeta Warszawska"). Jednocześnie Delegacja Miejska wydała odezwę, gdzie m.in. apelowano:

W imie[!] miłości kraju, w imie[!] najświętszych, najdroższych dla każdego z nas obowiązków, wzywamy mieszkańców miasta, aby cześć, oddawana ofiarom tym w chwili pogrzebu ich ciał, odznaczała się najwyższą godnością, najwyższym spokojem. Mieszkańcy Warszawy! Wysłuchajcie tych słów braci waszych."9

W utrzymaniu porządku miała zresztą pomóc nie tylko dobra wola mieszkańców, ale i specjalna służba obywatelska uformowana (w ciągu jednej nocy!) spośród młodzieży akademickiej10.

W nocy z 28 lutego na 1 marca zwłoki Pięciu Poległych przeniesiono do górnego kościoła Św. Krzyża, gdzie trumny wystawiono w nawie głównej, a straż honorową przy zwłokach pełnili m.in. uczniowie warszawskich szkół średnich. Tego dnia odprawiono uroczyste egzekwie, w których uczestniczyło także duchowieństwo ewangelickie oraz żydowskie. Nabożeństwa za dusze poległych odbywały się zresztą niemal w każdym kościele od 28 lutego praktycznie do samego dnia pogrzebu.

Dnia 2 marca prawie wszystkie sklepy, kawiarnie, restauracje były zamknięte, a domy wzdłuż ulic, którymi miał przejść orszak pogrzebowy (Krakowskie Przedmieście, Plac Saski, Wierzbowa, Bielańska, Nalewki itd.), udekorowano czarnymi flagami i kobiercami. Z powodu żałoby narodowej tego dnia nie ukazały się również gazety codzienne (tj. "Gazeta Warszawska" i "Kurier Warszawski"). Już od rana na trasie konduktu zaczęła się gromadzić żałobnie odziana ludność Warszawy. Po obu stronach pochodu grupa obywateli ziemskich oraz młodzieży szkolno-akademickiej utworzyła nieprzerwany łańcuch, zostawiając miejsce dla biorących udział w kondukcie.

A był to orszak iście królewski, który nie bez przyczyny przeszedł do historii Warszawy i całego kraju. Po mszy żałobnej, celebrowanej przez biskupa Jana Dekerta i pobłogosławieniu zwłok przez arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego, z kościoła św. Krzyża ruszył kondukt. Otwierało go czterech konnych ze Straży Ogniowej wraz z jej naczelnikiem, za nimi zaś, również konno, jechał naczelny dowódcza policji, generał major Amilkar Paulcci11. Dalej postępowali podopieczni Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, uczniowie szkół warszawskich, przedstawiciele cechów, bractw religijnych, zakonów, duchowieństwa chrześcijańskiego (m.in. biskupi i sam arcybiskup Fijałkowski oraz duchowni protestanccy). Potem niesiono trumny poległych, za którymi podążali rabini z przywódcami kahału, rodziny ofiar, bliżsi znajomi, a dopiero za nimi, w największym porządku i godnym skupieniu, tłumy Warszawiaków.

Całej uroczystości towarzyszyła stosowna oprawa muzyczna: podczas mszy pogrzebowej pieśni wykonywali uczniowie Instytutu Muzycznego z artystami opery, chórami oraz amatorami (m.in. takie sławy jak Julian Dobrski, Leopold Matuszyński, Mieczysław Kamiński, Wilhelm Troszel, Müller, Alojzy Stolpe, Józef Szczepkowski, Keller), na cmentarzu zaś na instrumentach grali artyści orkiestr teatralnych.

Ustępstwa Gorczakowa nie były jednak całkowite, Namiestnik nie zezwolił bowiem na wygłoszenie mowy pogrzebowej nad mogiłą Pięciu Poległych, toteż złożenie zwłok do grobu odbyło się w milczeniu.

Pogrzeb Pięciu Poległych zgromadził podobno ok. 150 tyś osób i znalazł ogromny oddźwięk na łamach prasy i pamiętników. Nie bez przyczyny postrzegano go jako otwartą manifestację jedności narodowej: wszystkich klas społecznych oraz wyznań (obie rzeczy nieczęsto dotychczas spotykane)12. Michaił Gorczakow zapewne nie spodziewał się, że jego ugodowa polityka przyczyni się do powstania symbolu, symbolu dodającego siły i wiary następnym pokoleniom Polaków.

Symbol narodowy, czyli spojrzenie subiektywne

Ledwie ucichły kroki żołnierzy kompanii gen. Zabołockiego, a wokół Pięciu Poległych zaczęła tworzyć się legenda. Częściowo spontanicznie, za sprawą rozegzaltowanego tłumu, częściowo - w wyniku rozmyślnych zabiegów działaczy patriotycznych, inicjujących dotychczasowe manifestacje.

Starałam się, aby przedstawiony wyżej opis wydarzeń był jak najbardziej obiektywny. Cóż, takie są wymogi "poprawności naukowej" ;) Tymczasem, żeby zrozumieć fenomen, jakim stało się Pięciu Poległych, warto sięgnąć też do subiektywnych relacji, jakie znajdujemy np. na kartach pamiętników, relacji opisujących nie tylko wydarzenia, ale i towarzyszące im emocje.

Julian Wieniawski wspominał dzień 27 lutego następująco:

"Na noszach z lasek i parasoli dźwigała młodzież owe pięć ofiar, a za niemi kobiety, mężczyźni i masa młodzieży biegła, wołając o pomstę za niewinnych i maczając chusty w ich krwi, za sprawę ojczyzny przelanej [podkreśl. Sowa].

Zawrzało w całem mieście jedno hasło zemsty i nienawiści. Poległych złożono w salce Hotelu Europejskiego i zaczęła się pielgrzymka tysięcy ludzi, pragnących rozpoznać nieszczęśliwe ofiary. Przez ulice, dotykające Hotelu Europejskiego, przecisnąć się nie było można. Cały plac Saski roił się od ludzi."13

Niemniej przejmujący obraz zapamiętał Szymon Katyll:

"Płacz i jęki napełniaj korytarze [Hotelu Europejskiego - przyp. Sowa]. Każdy z odwiedzających pochyla się z uszanowaniem nad zwłokami, całując ich rany. Kilku siwych starców z śladem krwi na sumiastych wąsach, klęcząc i złożywszy palce na krzyż wykonywa głosem przenikającym do głębi serca przysięgę wiecznej zemsty wrogowi."14

Na ile były to spontaniczne gesty? Zapewne na 95%. Na marginesie warto jednak wspomnieć, że trudno było wyłamać się z ogólnych nastrojów patriotycznych. Ot, np. po 27 lutego 1861 r. mieszkańcom rozdawano zalecenia, aby przywdziali żałobę narodową, co dotyczyło głównie płci brzydkiej, zobowiązanej do założenia "tradycyjnych" ubiorów polskich (m.in. czamarki15). Jak wspominał Julian Wieniawski:

"Oporniejszych, którzy się w cylindrach na ulicy ukazywali, doprowadzano do porządku, odwracając szczotką włos do połowy cylindra, który wtedy, jakby krepą obwiedziony robił wrażenie żałoby."16

Ten sam autor w 1911 r. wspominał zresztą:

"Wprawdzie były to ofiary [tj. Pięciu Poległych - przyp. Sowa], niestety, prostego wypadku tylko, bo mógł tak dobrze każdy zdobyć ową palmę męczeństwa, ale manifestacya, krwią okupiona, wyzyskana była wspaniale przez tych, którzy ją dla pobudzenia ducha zorganizowali."17

Trudno dziś ustalić nazwiska "reżyserów" poszczególnych działań. Jednym z nich był prawdopodobnie Karol Majewski, przywódca Kółka Akademickiego, kierujący zapewne pochodem do konsula francuskiego.

Cel owej wizyty w konsulacie był jasny: nagłośnić za granicą wydarzenia warszawskie, czemu ostatecznie bardziej przysłużyły się rozsiane po świecie kręgi emigracyjne. W wielu miejscowościach, zamieszkiwanych przez Polaków, organizowano nabożeństwa żałobne za Pięciu Poległych m.in. w Paryżu, Rzymie (jedno z nich odprawił ponoć sam papież), a nawet w Petersburgu czy Moskwie. Co ciekawe na mszę w stolicy caratu przybyli także studenci rosyjscy i niektórzy profesorowie, razem z Polakami śpiewając hymn polski18.

O wiele potężniejszym orężem w tej akcji "informacyjno-propagandowej" okazały się jednak słowo pisane i obraz.

Wiadomości o manifestacji nie przemilczała prasa (oczywiście głównie zagraniczna, w tym emigracyjna), ale przede wszytkim liczne druki ulotne (często publikowane w ówczesnym języku międzynarodowym tj. po francusku)19. Nie wolno też zapomnieć o prywatnej korespondencji, zwłaszcza arystokracji, posiadającej nieraz szerokie znajomości "w wielkim świecie"20.

Oprócz prasy niemałe zasługi dla "sprawy" Pięciu Poległych miały sztuki wizualne21. W gruncie rzeczy przedstawień samej demonstracji czy pogrzebu nie było wiele, ale za sprawą technik graficznych powielano je w ogromnej ilości (mniej lub bardziej oficjalnie)22.

Bodaj najpopularniejsze były jednak zdjęcia poległych, wykonane przez Karola Beyera (1817-1877), nota bene członka Delegacji Miejskiej. Jego atelier mieściło się przy Krakowskim Przedmieściu, na wprost Hotelu Europejskiego (dzisiaj skwer przed kościołem sióstr wizytek), toteż właśnie Karol Beyer jako pierwszy udokumentował zbrodnię. Powstałe wówczas portrety pośmiertne ofiar rozpowszechniano jako pojedyncze zdjęcia (tzw. fotografie wizytowe), czy też jako tzw. tableau, wzbogacone stosowną ornamentyką patriotyczno-martyrologiczną (zob. il. obok) i tworzące nieraz monumentalne fotomontaże jak np. eksponowane w 1918 r. "Wspomnienie dnia 2 marca 1861 r. przedstawiające pogrzeb (wg rys. M. Fajansa) z 5 popiersiami ofiar dookoła i widokami pochodu pogrzebowego koło kościoła św. Krzyża, hotelu europejskiego[!], ulic Bielańskiej, Nalewek, Dzikiej i placu wojskowego (litografia, 52,0 x 63,0 cm)23. Jak wspominał Walery Przyborowski:

"Tysiące, setki tysięcy tych fotografii poległych w najrozmaitszych formatach rozbiegło się po kraju, kupowanych skwapliwie, rozbudzając wszędzie widokiem ran odkrytych, żal, nienawiść i chęć pomsty na barbarzyńcy, który takiej zbrodni się dopuścił."24

Pięciu Poległych rychło stało się więc dosłownie "ikonami" walki narodowowyzwoleńczej.

Ulotki, odezwy, ryciny, fotografie miały nie tylko oznajmiać światu o zbrodni, jakiej dopuścili się Rosjanie na bezbronnym tłumie i przypominać o istnieniu narodu, któremu zagrabiono kraj. Oczywiste jest, że jednocześnie pełniły one funkcję przekazywanych z pokolenia na pokolenie pamiątek. Wśród nich znalazły się przedmioty bardziej "unikatowe" jak np. listki z wieńców żałobnych rozdawane przez młodzież podczas pogrzebu25 czy wspomniane przez Wieniawskiego chusty z krwią poległych26.

Z biegiem lat demonstrację i jej ofiary poddano pewnej - delikatnie napisawszy - "reinterpretacji". Po II wojnie światowej, niektórzy dziejopisowie z manifestantów zrobili ni mniej ni więcej, tylko męczenników rewolucji komunistycznej, walczących o uwłaszczenie chłopów, podczas gdy "aspekt niepodległościowy" całej sprawy ginął gdzieś "w tle"27.

W pewnym podręczniku do historii z 1952 r. czytamy więc, że podczas zjazdu Towarzystwa Rolniczego manifestanci żądali właściwie tylko nadania chłopom ziemi28. W wydanym dwa lata później zbiorku esejów varsavianistycznych, Karolina Beylin, za główny cel zebrania Towarzystwa Rolniczego podała tylko kwestię uwłaszczenia chłopów, a polegli 27 lutego 1861 r. to dla niej:

"Pięć ofiar porozumienia panów polskich z carskim zaborcą"29.

Również Stanisław Szenic w 1983 r. pisał o wydarzeniach 27 lutego 1861 r.:

"Wypadki w tym dniu miały charakter wystąpienia rewolucyjnego. W pałacu Namiestnikowskim odbywało się doroczne walne zebranie Towarzystwa Rolniczego, na którym miano powziąć decyzję co do losu chłopów pańszczyźnianych. Czynniki rewolucyjne poprzez masowe manifestacje ludowe usiłowały wywrzeć presję na szlachtę."30

W istocie ugrupowania "rewolucyjne" zdawały sobie sprawę, że jedną z przyczyn upadku powstania listopadowego był brak solidarności stanowej, z drugiej zaś strony społeczeństwo popadło w otępienie i rezygnację, co uniemożliwiało podjęcie na nowo walki narodowowyzwoleńczej. Dążenia inicjatorów demonstracji najbardziej wszechstronnie podsumowuje Julian Komar (w pracy wydanej zresztą w 1970 r.):

"(...) agitatorom chodziło nie tylko o ożywienie tradycji historycznej, okazanie rządowi siły ducha patriotycznego istniejącego w narodzie, wciągnięcie do manifestacji rzemieślników i wywarcie możliwie największego wrażenia na całą ludność Warszawy i kraju, co stanowiło pierwotny cel inicjatorów manifestacji, ale zamierzali również obudzić tradycje narodowe w najszerszych warstwach ludności miejskiej, skłonić do działalności na korzyść miasta i kraju burżuazję warszawską, wywrzeć presję moralną na zebranej w Warszawie szlachcie i zachęcić ją do konkretnych uchwał w sprawie uwłaszczenia chłopów oraz [podkreśl Sowa] wystąpienia z adresem do cesarza i wciągnąć ją w nurt manifestacji."31

Jednym słowem hasło walki o niepodległość łączono z żądaniem zniesieniem pańszczyzny, starając się jednocześnie zaangażować w sprawę całe społeczeństwo. Pokazała to zresztą demonstracja z 27 lutego 1861 r., kiedy obok rzemieślników i robotników, postępowali studenci, a nawet szlachta (wspomnienia i opracowania nie wspominają natomiast nic o chłopach). Dla pokoleń wychowanych w czasach zaborów, nieraz na wspomnieniach naocznych świadków wydarzeń lutowych, taka interpretacja wydarzeń była oczywista. Aleksander Kraushar, podsumowując opis pogrzebu Pięciu Poległych, pisał bowiem:

"Po raz pierwszy po długich latach ucisku gród nasz odetchnął powietrzem swobody, po raz pierwszy, po długich latach duszącego milczenia, wyrwał się z piersi tysiąca okrzyk bólu i przedarł nieskrępowany do wszystkich zakątków kraju, lecz razem z tym okrzykiem rozgrzmiało hasło braterstwa wszystkich stanów i wyznań pod sztandarem miłości wspólnej ojczyzny [podkreśl. Sowa]."32

Wydaje mi się zresztą, że gdyby dla naszych przodków ważniejsze było zniesienie pańszczyzny niż aspekt patriotycznego zjednoczenia wszytkich klas społecznych, to na wystawionym po latach niewoli pomniku nie odnotowano by tak skrupulatnie profesji każdego z Pięciu Poległych.

Nasuwa się w tym miejscu pytanie: skąd tak różne interpretacje wydarzeń lutowych 1861 r.? Cóż, jest to po prostu kolejny przykład odmiennego przedstawiania ugrupowań "białych" i "czerwonych" w historiografii przed- i powojennej33.

Z krótkiej analizy publikacji dotyczących powstania styczniowego (w tym podręczników szkolnych) wynika, że w Polsce Ludowej środowisko "czerwonych" bywało mocno idealizowane bądź jako jedyni patrioci (tj. aktywnie dążący do walki narodowowyzwoleńczej), bądź "socjaliści" (głoszący hasła równouprawnienia klas nieposiadających). Kręgi "białych", reprezentowane głownie przez szlachtę (Towarzystwo Rolnicze) i zamożne mieszczaństwo, stały się natomiast symbolem zachowawczego lojalizmu.

Wystarczy jednak sięgnąć do starszych publikacji, aby zobaczyć, że "sympatie" autorów były dokładnie odwrotne, lecz przynajmniej jakoś uzasadnione. August Sokołowski i Ewa Białynia ugrupowanie "białych" przedstawiali jako trzeźwych pozytywistów, ostrożnie (może nawet zbyt ostrożnie) oceniających możliwości społeczeństwa, koncentrujących się raczej na pracy organicznej, ale bynajmniej nie na ugodzie z zaborcą34. W przeciwieństwie do powojennych autorów, zarówno Sokołowski, jak i Białynia wyczerpująco przedstawili tło polityczne, gospodarcze i społeczne manifestacji, w świetle czego od razu widać, że uwłaszczenie chłopów, tak bardzo zajmujące historyków Polski Ludowej, było problemem znacznie bardziej skomplikowanym.

Towarzystwo Rolnicze, potępiane przez "czerwonych" przed- i powojennych, było instytucją pozarządową, nie mogło zatem narzucać właścicielom ziemskim jakichkolwiek rozwiązań. Co więcej, włościanie podchodzili podejrzliwie i niechętnie wobec działań szlachty, nawet zmierzających do uwłaszczenia, a i ziemianie nie ufali chłopom, mając w pamięci rzeź galicyjską z 1846 r.35 Towarzystwo Rolnicze koncentrowało więc swoją pracę przede wszytkim na działalności oświatowej, a reformy ograniczyło do oczynszowania gospodarstw, co zresztą miało być wstępem do samego uwłaszczenia. I rzeczywiście, 25 lutego 1861 r. uchwalono wprowadzenie czynszów, a dwa dni później planowano ustalić konkretne zasady ich wyliczania. Postanowienia te, ze względu na wspomniany status prawny Towarzystwa, miały charakter dobrowolny i przez środowisko "czerwonych" zostały uznane za niezadowalające. Równie ostrożna była polityka przewodniczącego Towarzystwa w związku z oczekiwaniem "ulicy" wystosowania adresu do cara z żądaniami praktycznie autonomii. Andrzej Zamoyski zdawał sobie sprawę, że szanse uzyskania jakichkolwiek ustępstw były marne, a inicjatywa może się zakończyć likwidacją Towarzystwa Rolniczego i zaprzepaszczeniem lat jego pracy.

Na tym tle "czerwoni" byli prezentowani jako idealiści, niedojrzali w ocenie sytuacji polityczno-społecznej i wręcz awanturnicy. Ich cel był prosty: walka zbrojna w oparciu o lud, w czym miało pomóc uwłaszczenie włościan i gruntowna reforma społeczna - jak nie omieszkała zaznaczyć Ewa Białynia - "choćby gwałtem [podkreśl. autorki] przeprowadzona"36. Przedwojenni historycy, mniej lub bardziej otwarcie przyznawali jednak, że "rząd dusz" należał do "czerwonych", gdyż większość społeczeństwa oczekiwała czynów. Z drugiej strony wiele osób właśnie "białych" postrzegało jako "naturalnych" kierowników ruchu powołanego do życia przez niedoświadczoną młodzież.

Wróćmy wreszcie do pamiętnej demonstracji z lutego 1861 r. i Pięciu Poległych. Wbrew pozorom, chociaż pamięć o okrutnych latach zaborów była nadal świeża, wielu przedwojennych autorów nie siliło się na dodawanie wydarzeniom lutowym patosu. Uderza to zwłaszcza w Historii dwóch lat Walerego Przyborowskiego, gdzie autor otwarcie pisał o fałszywych plotkach rozpowszechnianych po mieście, a dotyczących rzekomo śmiertelnych ofiar manifestacji 25 lutego37 czy potem ogromnej liczby poległych 27 lutego, o nabożeństwach i pochodach organizowanych nie wiadomo w jakiej intencji, o żebrakach spod kościoła św. Anny, którzy jako pierwsi obrzucili kamieniami Kozaków, wytykał agitatorom bezwstydne wykorzystywanie prostego i w gruncie rzeczy przypadkowego faktu połamania krzyża jako symbolu "niedoli polskiej" powtarzanego potem w biżuterii, hymnach, broszurach itp., a przede wszytkim nieco dosadnie odmalował atmosferę istnej "gorączki bogo-oyczyźnianej", jaka wówczas ogarnęła miasto38.

Wygląda na to, że zaangażowanie emocjonalne od zawsze było "mocną" stroną Polaków. Nie mogę sobie w tym miejscu odmówić pewnej osobistej refleksji, dotyczącej już nie samych Poległych, ale ich pogrzebu. Refleksji, która natrętnie powraca zwłaszcza w sierpniu, podczas uroczystości ku czci poległych powstańców z 1944 r. Jako, że lubię cytować źródła, oddam głos XIX-wiecznej prasie:

"Pomimo jednak tak niepamiętnej w dziejach obchodowych liczby, spokojność ani na chwilę nie została przerwaną, bo lud39 pojął tę ważność tego smutnego obchodu, a jako dojrzały sam przez się, umiał z milczącą godnością uszanować tę żałobę kraju. (...)

Cześć Wam mieszkańcy tego grodu starego, za to pojęcie ogólnego dobra i miłości kraju, cześć wam postokroć współ-Obywatele i współ-bracia nasi, żeście dnia tego nie chcieli skazić najmniejszem piętnem niezgody, w chwili, kiedy grób jeden zamknął w sobie pięć ofiar, gdy jedna łza żalu, zrosiła ich zwłoki, i jedno tylko, ale ogólne wydarło się westchnienie, po zabrzmienu nad wspólną poległych, świętego hymnu: " Witaj Królowo!..."40

Z kolei gdzie indziej dziennikarz zwracał uwagę:

"Dziwnym dowodem dojrzałości ludu było to cudowne uorganizowanie się jego własne, jego zlanie się w ciało porządne i władnące sobą, jego spokój i powaga. Ten dowód wielkich zasobów duchowych, nawet w chwili tak drażniącej ową świeżą jeszcze boleść - podnosi wysoko w oczach naszych stutysięczny tłum stolicy. Możemy go nazwać wielkim czynem, bo panowanie nad sobą jest jedną z najtrudniejszych i największych spraw ludzkich."41

W podobnym tonie wypowiadał się również Józef I. Kraszewski:

"Byliśmy świadkami (...) fenomenu rzadkiego w dziejach: połączenia się wszystkich klas i stanów kraju, ucichnienia namiętności, zwyciężenia uprzedzeń, cudownego podania sobie rąk i zbliżeni serc. (...) Nic droższego i mocniej dowodzącego dojrzałości kraju nad objaw takiej jedności bez wyjątków, nad to zwycięstwo zasady i poczciwego uczucia nad ludzką ułomnością i maluczkimi uniesieniami obrażonych osobistości. Tylko miłość wskrzesza i buduje, tylko nienawiść rozprasza i obala..."42

Szkoda, że dziś, w wolnej Polsce, nawet nad grobami bohaterów, ważniejsze są barwy polityczne niż godne oddanie czci poprzednim pokoleniom.

Posłowie

Nie lubię przedstawiania naszych dziejów przez pryzmat martyrologii. Z czasem człowiek nabiera przekonania, że jesteśmy narodem przegranych i słabeuszy, którzy chętni są do każdej "rozróby" bez względu na szanse jej powodzenia. I przez długie lata postrzegałam mogiłę Pięciu Poległych tak, jak inne pomniki powstańczo-wojenne tj. jako symbol klęski i... hmm... zbędnej brawury.

Warto jednak było "wczytać" się w dzieje Pięciu Poległych, aby z jednej strony uświadomić sobie, jak świetnie potrafiliśmy się organizować, jak zgodnie działać mimo różnić religijnych, politycznych czy społecznych i... jak umiejętnie wykorzystywać pamięć o poległych dla sprawy. No i przy okazji, aby to i owo nieco "odbrązowić" :)

© Sowa
31.10.2011

Przypisy

  1. Ot, np. jedno ze zdjęć nagrobka Pięciu Poległych w NAC podpisane jest "Widoczny grób "Pięciu Poległych" w 1863 r." (Sygn. 1-U-7316-1).
  2. Demonstrantów próbował "nakłonić do rozejścia" oberpolicmajster płk Wasyl Trepow, lecz został "czynnie znieważony" przez studenta, Władysława Krajewskiego i musiał wycofać się na Zamek Królewski. Wydarzenie to zostało uwiecznione w piosence: "Na Starym Mieście / przy wodotrysku / pułkownik Trepow / dostał po pysku".
  3. Towarzystwo Rolnicze, którego twórcą i prezesem był Andrzej Zamoyski, zrzeszało posiadaczy ziemskich i oficjalnie za główny cel stawiało sobie "modernizację" (jakbyśmy dziś powiedziały) rolnictwa, nieoficjalnie zaś planowało poszerzyć autonomię Królestwa Polskiego, choć przy pomocy dyplomacji zamiast jakiejś rewolucji. Reprezentowało więc kręgi umiarkowane (tzw. "białych"), popierające demonstracje patriotyczne dopóty, dopóki nie prowadziły do wybuchu powstania. - Oprac. na podst.: J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 29, s. 6. Zobacz też Symbol narodowy, czyli spojrzenie subiektywne.
  4. Przegląd różnych wersji zamieścił m.in. Walery Przyborowski w swojej Historii dwóch lat zob.: Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893. Edycja elektroniczna
  5. Nieistniejąca kamienica przy Krakowskim przedmieściu nr hip. 372 (dziś skwer Hoovera za figurą Matki Boskiej Passawskiej). Kamienica należała m.in. do znanego lekarza Wilhelma Malcza.
  6. Zarówno liczba jak i miejsce, gdzie przeniesiono poszczególne ofiary różnią się w poszczególnych relacjach. - Por. np.: A. Kraushar, Pięciu poległych [w:] Warszawa w pamietnikach powstania styczniowego, oprac. i przedm. poprzedził K. Dunin-Wąsowicz, Warszawa 1963, s. 168 ; "Kurier warszawski" 1915, nr 280, s. 3
  7. Chodzi o technika Witte, pracującego przy budowie mostu, a którego początkowo wzięto Filipa Adamkiewicza. Gazety codzienne, zapewne drukując oficjalny komunikat Delegacji Miejskiej, podawały go jako jednego z pięciu poległych, pomijając właśnie Adamkiewicza. - Zob. "Gazeta Warszawska" 1861, nr 57, s. 1 ; "Kurier warszawski" 1861, nr 57, s. 281 ; Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893, s. 51. Edycja elektroniczna.

    Stefan Kieniewicz ustalił, iż w sumie odbyły się tam aż trzy pochody ze szczątkami różnych osób. - S. Kieniewicz, Między ugodą a rewolucją : (Andrzej Zamoyski w l. 1861-1862), Warszawa 1962, s. 85.

  8. Delegację powołano na wniosek Leopolda Kronenberga wieczorem 27 lutego 1861 r. spośród przedstawicieli zamożnego mieszczaństwa. W jej skład weszli: Tytus Chałubiński, Karol Bajer, Ksawery Szlenkier, ks. Józef Stwecki, Jakub Piotowski, Stanisław Hiszpański. - J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 29, s. 47.
  9. "Gazeta Warszawska" 1861, nr 56, s. 1.
  10. A było się czego obawiać. Wśród rzemieślników i biednych mieszkańców Powiśla, Starego Miasta i Pragi rozeszła się bowiem pogłoska, że właśnie pogrzeb Pięciu Poległych miał rozpocząć powstanie. Dopiero perswazja członków Delegacji Miejskiej odwiodła lud od udania się na Cmentarz Powązkowski z siekierami i nożami. Na wszelki wypadek po mieście rozwieszono odezwę, głoszącą, że: "(...) ktokolwiek z mieszkańców spostrzeżony będzie w dniu jutrzejszym [tj. 2 marca - przyp. Sowa] z bronią na ulicy, uważany będzie za zdrajcę kraju." - Podaję za: J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 63.
  11. Był to ponoć jedyny zbrojny "Moskal", który w owe dni pozostał w Warszawie. Cieszył się jednak ogromnym szacunkiem Polaków i na prośbę Delegacji Miejskiej został mianowany przełożonym policji po "dymisji" znienawidzonego Trepowa. Pełnił również funkcję rządowego komisarza nadzorującego prace Delegacji. - J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 50 ; "Kurier Warszawski" 1861, nr 58, s. 285.
  12. Udział w kondukcie zadeklarowało również 20 oficerów rosyjskich, na co jednak nie zgodził się przewodniczący Towarzystwa Rolniczego, Andrzej Zamoyski, pod pretekstem, że: "lud mógłby być zbyt rozdrażniony widokiem mundurów" - Podaję za: J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 66. Kondukt pogrzebowy otwierał jednak oficer rosyjski, czyli Amilkar Paulcci (zob. wyżej).
  13. J. Wieniawski, Pięciu poległych [w:] Manifestacye warszawskie w 1861 r. z dodatkiem "Śpiewów nabożnych" (1861), Warszawa 1916, s. 28 (fragment Kartek z mego pamiętnika, Warszawa 1911).
  14. Sz. Katyll, Dzień 27 lutego 1861 r. [w:] Manifestacye warszawskie w 1861 r. z dodatkiem "Śpiewów nabożnych" (1861), Warszawa 1916, s. 47 (fragment Książki pamiątkowej 40-lecia powstania styczniowego).
  15. czamara - wierzchni ubiór męski, zbliżony do kontusza. - Hasło czamara [w:] Encyklopedia PWN. Edycja elektroniczna.
  16. J. Wieniawski, Pięciu poległych [w:] Manifestacye warszawskie w 1861 r. z dodatkiem "Śpiewów nabożnych" (1861), Warszawa 1916, s. 33 (fragment Kartek z mego pamiętnika, Warszawa 1911).

    Szczególnego "pouczenia" doznał ponoć pewien młody Polak, który w mundurze rosyjskiego kadeta przybył do Hotelu Europejskiego oddać cześć poległym. Został bowiem spoliczkowany, ktoś zerwał mu epolety wyrwał pałasz i cisnął na podłogę. Dopiero interwencja znajomych uratowała chłopaka przed linczem. - Sz. Katyll, Dzień 27 lutego 1861 r. [w:] Manifestacye warszawskie w 1861 r. z dodatkiem "Śpiewów nabożnych" (1861), Warszawa 1916, s. 47 (fragment Książki pamiątkowej 40-lecia powstania styczniowego).

    Podczas późniejszych manifestacji środowiska patriotyczne zarządzały np. zamknięcie sklepów, a podczas świąt rosyjskich np. bojkotowano nakaz iluminacji domów. Kto się wyłamywał miał wybijane szyby w oknach, choć podobno wiele takich przypadków nie było. - Zob. np. J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, passim.

  17. J. Wieniawski, Pięciu poległych [w:] Manifestacye warszawskie w 1861 r. z dodatkiem "Śpiewów nabożnych" (1861), Warszawa 1916, s. 28 (fragment Kartek z mego pamiętnika, Warszawa 1911).

    Stefan Kieniewicz sugeruje nawet, że wśród tłumu były jednostki zmierzające do sprowokowania bitwy. - S. Kieniewicz, Między ugodą a rewolucją : (Andrzej Zamoyski w l. 1861-1862), Warszawa 1962, s. 84.

  18. Według historyków radzieckich, cytowanych przez Juliana Komara, społeczeństwo rosyjskie wcale niejednomyślnie potępiło demonstrantów, a potępienie czynu gen. Zabołockiego szło zarówno ze strony kręgów "rewolucyjnych", jak i wojskowych. - J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 52-54.
  19. Por. np. przebogate zbiory prezentowane m.in. na wystawie poświęconej powstaniu styczniowemu w 1918 r. - Katalog wystawy pamiątek powstania styczniowego otwartej 3-go lutego 1818 r. w Kamienicy ks. Mazowieckich, oprac. E. Chwalewik, Warszawa 1918.
  20. Ktoś mógłby się żachnąć: "A co świat obchodziła jakaś tam Polska?!". Polska, może i niewiele, ale fakt strzelania wojska do - jakby nie było nieuzbrojonego tłumu - wywołał podobno oburzenie nawet wśród oficerów rosyjskich i w owym czasie był rzeczą niebywałą. - S. Kieniewicz, Między ugodą a rewolucją : (Andrzej Zamoyski w l. 1861-1862), Warszawa 1962, s. 85.
  21. Oprac. na podst.: Katalog wystawy pamiątek powstania styczniowego otwartej 3-go lutego 1818 r. w Kamienicy ks. Mazowieckich, oprac. E. Chwalewik, Warszawa 1918 ; Powstanie styczniowe w zbiorach Biblioteki Narodowej : [wystawa wirtualna] i w ogóle zbiory CBN Polona.
  22. Kilka grafik bywa odnoszonych bądź do demonstracji z 27 lutego, bądź 8 kwietnia 1861r. Szczególnie popularne były obrazy Aleksandra Lessera (zob. il. w tekście), również licznie reprodukowane w formie grafik.
  23. Katalog wystawy pamiątek powstania styczniowego otwartej 3-go lutego 1818 r. w Kamienicy ks. Mazowieckich, oprac. E. Chwalewik, Warszawa 1918, s. 151, poz. 1084.
  24. Podaję za: Z. Harasym, Ze starego albumu : o dawnych fotografiach "carte de visite" i "cabinet portrait", Olszanica 2010, s. 108.
  25. Zenon Harasym przypisuje Karolowi Beyerowi i jego portretom Pięciu Poległych rolę prekursorską w powstaniu fotografii patriotycznej. - Z. Harasym, Ze starego albumu : o dawnych fotografiach "carte de visite" i "cabinet portrait", Olszanica 2010, s. 108.

  26. [B. Prus], Kronika tygodniowa, "Tygodnik Ilustrowany" 1861, nr 76, s. 87.

    Według Walerego Przyborowskiego były to: "cząstki wieńców cierniowych", oprócz których rozdawano również fotografie poległych. - Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893, s. 108. Edycja elektroniczna.

  27. Walery Przyborowski wspomina, iż rozdawano je podczas pogrzebu Pięciu Poległych. - Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893, s. 108. Edycja elektroniczna.
  28. Proszę zwrócić uwagę na słowo niektórzy. Najbardziej frapująca okazała się dla mnie działalność naukowa Stefana Kieniewicza, którego liczne publikacje dotyczące powstania styczniowego (oparte zresztą na dogłębnych badaniach) są w różnym stopniu "zaangażowane ideologicznie". Cóż, takie były czasy. W istocie rzecz wymagałaby dokładniejszego zbadania.
  29. G. Missalowa, J. Schoenbremer, Historia Polski, Warszawa 1952, s. 189.

    Dalej autorki piszą co prawda o manifestacjach w rocznice narodowe i nabożeństwach za pomyślność ojczyzny, ale rozdział, dotyczący powstania styczniowego, rozpoczyna analiza sytuacji chłopskiej i to ona, a nie kwestia niepodległości, wysuwa się na pierwszy plan.

  30. K. Beylin, Opowieści warszawskie, Warszawa 1954, s. 220-221.

    Istotnie, Andrzej Zamoyski wezwał Pawła Muchanowa do zapewnienia porządku w mieście podczas zebrania Towarzystwa 25 lutego 1861 r., co polegało na ściągnięciu sił policyjno-wojskowych do ochrony Pałacu Namiestnikowskiego. Miało to związek z dosyć radykalną odezwą "Młodzieży polskiej", w której oprócz apelu do szlachty o poświęcenie i gotowość do boju, wzywano do szybkiego uwłaszczenia chłopów. - J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 33-34.

  31. S. Szenic, Cmentarz Powązkowski : zmarli i ich rodziny. [T.2], (1851-1890), Warszawa 1983, s. 119.
  32. J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970, s. 29.
  33. A. Kraushar, Pięciu poległych [w:] Warszawa w pamietnikach powstania styczniowego, oprac. i przedm. Poprzedził K. Dunin-Wąsowicz, Warszawa 1963, s. 171.
  34. Oprac. na podst.: E. Białynia, Powstanie styczniowe, Warszawa 1925 ; S. Kieniewicz, Warszawa w dobie powstania styczniowego [w:] Z bohaterskiej przeszłości Warszawy 1794-1864, Warszawa 1961 ; Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893. Edycja elektroniczna ; A. Sokołowski, Powstanie styczniowe (1863-1864), Wiedeń [1913].
  35. Ewa Białynia przytacza charakterystyczną odpowiedź Andrzeja Zamoyskiego na projekt adresu do cara ułożony przez Aleksandra Wilopolskiego: Prosić nie powinniśmy, a żądać nie możemy. - E. Białynia, Powstanie styczniowe, Warszawa 1925, s. 36.
  36. Rabacja galicyjska była sprowokowana przez urzędników austriackich, którzy starali się rozbić tradycyjną hierarchię dwór-wieś. Podobny zabieg planował rząd carski, wprowadzając nie tyle uwłaszczenie (tj. usamodzielnienie) chłopów, co ich oczynszowanie, w czym miała pośredniczyć biurokracja rosyjska. Nic zatem dziwnego, że szlachta Kongresówki obawiała się dodatkowego ogniwa (urzędu), który podobnie jak w Galicji mógł posunąć się do manipulowania rzeszami chłopskimi. - A. Sokołowski, Powstanie styczniowe (1863-1864), Wiedeń [1913], s. 8-11.
  37. E. Białynia, Powstanie styczniowe, Warszawa 1925, s. 28.
  38. Jedną z nich miał być Józef Łempicki, nieboszczyk wynoszony z kościoła bernardynów, którego kondukt został w drugiej kolejności zaatakowany przez Kozaków.
  39. Tekst ten przedrukowano na łamach "Biesiady Literackiej" jesienią 1915 r., czyli tuż po opuszczeniu Warszawy przez Rosjan...
  40. Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości: ludem określano niższe warstwy społeczne, niewykształcone, nieobyte nazywane przy różnych okazjach prostakami, gminem lub motłochem. Stąd właśnie owe peany na temat jego dojrzałości podczas pogrzebu Pięciu Poległych.
  41. "Kurier Warszawski" 1861, nr 58, s. 285.
  42. "Gazeta Warszawska" 1861, nr 58 i 59, s. 1.
  43. Podaję za: A. Kraushar, Pięciu poległych [w:] Warszawa w pamietnikach powstania styczniowego, oprac. i przedm. Poprzedził K. Dunin-Wąsowicz, Warszawa 1963, s. 172-173.

Źródła

  • * E. Białynia, Powstanie styczniowe, Warszawa 1925.
  • J. Komar, Warszawskie manifestacje patriotyczne 1860-1861, Warszawa 1970.
  • Z.L.S. [W. Przyborowski], Historya dwóch lat : 1861-1862. Cz. 1, Rok 1861, T. 2, Styczeń - maj, Kraków 1893. Edycja elektroniczna.
  • A. Sokołowski, Powstanie styczniowe (1863-1864), Wiedeń [1913].
  • "Gazeta Warszawska" 1861, nr 56-58
  • "Kurier Warszawski" 1861, nr 57-58


Do góry