Sztuka Cmentarza Powązkowskiego


Sztuka Cmentarza Powązkowskiego a style i kierunki
Rzeźba figuralna 2. połowy XIX w.

Cmentarz Powązkowski był nie tylko polem do popisów dla architektów, ale przede wszytkim dla rzeźbiarzy. Tak naprawdę, jeśli w ówczesnej prasie pisano o jakimś nagrobku, prawie pewne było, że będzie dziełem skulptury.

Znowu jednak dotykamy zagadnienia, które przez ostatnie dziesięciolecia traktowano cokolwiek lekceważąco. Akademizm, bo właśnie ów kierunek zdominował twórczość rzeźbiarską, kojarzymy ze skostniałą doktryną XIX-wiecznych akademii sztuk i przerostem wyidealizowanej formy nad treścią. Faktycznie realizm akademicki łączył elementy dwóch, skłóconych niemal "na śmierć" prądów tj. klasycyzmu i romantyzmu1. Z pierwszego czerpał zamiłowanie do piękna i proporcji, nawet poprzez idealizację, z drugiego - tematykę, dopuszczającą np. wątki "z życia ludu".

W poszczególnych krajach akademizm przyjmował różne formy. W Polsce rzeźbiarstwo tkwiło głęboko w umiłowaniu antyku, niechętnie zbaczając w stronę realizmu czy nadmiernej ekspresji. Dlatego też na naszych cmentarzach prawie nie uświadczymy rzeźby włoskiej końca XIX w. (tzw. weryzm), niewahającej się super-realistycznie portretować współczesnych ludzi i reprezentującej zamiłowanie do drobiazgowego oddawania szczegółów stroju. Zresztą i nasi rzeźbiarze lubili popisywać się wirtuozerią dłuta, a "numerem pokazowym" były podobizny zawoalowanych niewiast, jakie możemy podziwiać właśnie na Starych Powązkach (nagrobek rodziny Juliusza Hermana, 1880 r., B. Syrewicz, kw. T czy Wilhelminy Jakubowskiej, zm. 1898 r., J. Woydyga, kw. 26)2.

Akademizm był w pewnym sensie sztuką oficjalną, wystawianą na salonach i w ogóle promowaną. Nic zatem dziwnego, że "rozpanoszył" się również na Cmentarzu Powązkowskim. Tym niemniej ówczesnej rzeźbie cmentarnej nie można odmówić ogromnej różnorodności tematycznej. Odnoszę wrażenie, iż właśnie XIX-wieczne "odkrycie" i "dowartościowanie" sztuki poprzednich epok przyczyniło się do współistnienia wielu motywów sztuki sepulkralnej, które w minionych stuleciach rzadko występowały razem.

Alegorie Smutku (Żalu) i inne

Nasz przegląd zacznijmy od tego, co było od dawna, a więc antycznych żałobnic, będących uosobieniem Smutku lub Żalu. Na Starych Powązkach pojawiły się wraz z neoklasycyzmem, lecz w 2. połowie XIX w. nastąpiła subtelna zmiana ich wizerunków. Nie tuliły już urny, nie opierały się o jakiś stylizowany postument, lecz ich nieodzownym rekwizytem stały się kwiaty sypane na grób ku czci zmarłych i welon okrywający głowę.

Oto na grobie rodziny Juliusza Hermana (1880 r., kw. T) Bolesław Syrewicz ukazał swobodnie stojącą niewiastę z zawoalowaną twarzą i pochyloną głową. W jednej ręce trzyma gałąź palmową - symbol pełnego zasług życia, w drugiej wieniec, który zamierza złożyć na grobie. Pomnik ten przez długi czas uważano za najpiękniejszą rzeźbę Cmentarza Powązkowskiego, toteż nie dziwią nawiązania do pomysłu Syrewicza np. w nagrobku Wilhelminy Jakubowskiej (zm. 1898 r., J. Woydyga, kw. 26)3

Natomiast przeciętny gust epoki reprezentują Smutki na grobie rodziny Fuchs (1911 r., B. Mazurek, kw. 25) czy Rocha Mianowskiego i Borzęckich (1909 r., T. Skonieczny, kw. 178). Obie niewiasty ukazano w statycznych pozach: pierwsza składa kwiaty i gałąź palmową, druga przyciska do twarzy złożone dłonie w geście żalu albo modlitwy. Posągi zostały starannie wykonane, z dbałością o detal (por. rękawy sukni figury z grobu Fuchsów) i w gruncie rzeczy cieszą oko, lecz jednocześnie brakuje im... "czegoś".

W podobnej konwencji, lecz zasługująca na osobne omówienie, jest rzeźba Matki ubolewającej nad dzieckiem dłuta Teodora Skoniecznego wystawiona w 1886 r. na grobie Wandzi Piaszczyńskiej (kw. 5). Artysta uwiecznił w kamieniu cichy dramat: nad trumienką czule nachyla się kobieta, jej poza - chociaż bardzo "statyczna" - wyraża rozpacz i żal. Jednak mała Wandeczka nie jest opłakiwana przez anonimową, powściągliwą kobietę rodem z Aten. Skonieczny ukazał współczesną niewiastę, o czym świadczy jej ubiór o szczegółach oddanych z dokładnością do "ostatniej sznurówki".

Równie nietypowa jest alegoria Smutku na grobie rodziny Jaźwińskich (1891 r., kw. 181) dłuta Jana Woydygi. Nie stoi, jak jej poprzedniczki tylko przyklęka, a obszerny welon przykrywający głowę rozwiewa wiatr, przez co rzeźba zyskała na dynamice, której brakowało jej poprzedniczkom.

Kolejny wyjątek to rzeźba dłuta Stanisława K. Ostrowskiego, która od 1902 r. zdobi miejsce spoczynku Jadwigi Pusłowskiej (kw. 12). Przedstawia półleżącą postać kobiecą, opierającą się o fragment sarkofagu. W sumie pomysł nie nowy, lecz Ostrowski nie umieścił rzeźby na jakimś postumencie, ba! łatwo ją ominąć, gdyż spoczywa od razu na płycie nagrobnej. Co więcej chociaż draperie zostały oddane z wielką dbałością, to modelunek włosów naszego Żalu "trąci" nieco secesją.

Największą karierę "zrobił" jednak Smutek autorstwa Bartłomieja Mazurka. Prawdopodobnie pierwszy egzemplarz tego posągu ozdobił w 1895 r. grób rodziny Weiss (kw. 45), lecz bardzo szybko doczekał kopii zarówno autorskich (sygnowanych) jak i "pirackich". Trzeba przyznać, że komponując ten pomnik Mazurek zbytnio się nie wysilił. Ot, stoi sobie niewiasta pod krzyżem, z smutną miną, załamanymi rękami oraz w dłuuugim welonie, przykrywającym głowę i otulającym postać niby jakiś płaszcz. Klasyczny spokój, powściągliwość i... piękne draperie ;).

Alegorie Smutku należały do najpopularniejszych posągów cmentarnych. Na Starych Powązkach nie uświadczymy praktycznie innych personifikacji, choć naturalnie istnieją wyjątki godne przypomnienia.

Oprócz wspomnianego gdzie indziej nagrobka Józefa Elsnera (1855 r., W. Święcki, kw. 159), wśród cmentarnych alejek można spotkać Sprawiedliwość. Posąg owej szacownej "instytucji" wykonał w 1865 r. Andrzej Pruszyński dla adwokata Ksawerego Koisiewicza (Kojsiewicza; kw. 177 wpr.). Pierwotnie miał to być Anioł lub Geniusz Sprawiedliwości, lecz z niewiadomych przyczyn skończyło się na bezpłciowej alegorii :(

W pewną rozterkę wprawia mnie uskrzydlona niewiasta na grobie Franciszka Salezego Lewentala (1904 r., P. Weloński, kw. 7). Na pierwszy rzut oka mamy "do czynienia" z aniołem. Problem jednak w tym, że autor pomnika był z zamiłowania "starożytnikiem", co widać w kompozycji i... garderobie naszego posągu. Co więcej "anielica" składa na grobie Lewentala wieniec laurowy - atrybut należny od wieków alegorii Chwały lub Zwycięstwa. I właśnie w ten sposób interpretowałabym ów pomnik.

Do nielicznych należą również personifikacje Wiary. Na razie udało mi się wytropić tylko jedną (wartą polecenia ;)) na grobie rodziny Ludwika Kociołkiewicza (zm. 1883 r., kw. 177)4

Niniejszy, z konieczności bardzo wybiórczy, przegląd powązkowskich alegorii aż prosi się o jakąś "refleksję" ;) W istocie, warto podkreślić, że wszytkie personifikacje Smutku są płci żeńskiej. W sumie bardzo dobrze, bo inaczej nie byłyby tak piękne ;P, ale jest też bardziej "racjonalny" powód. Otóż, jak chce Norbert Fischer już neoklasycyzm przydzielił kobietom rolę "opłakiwaczek", gdyż właśnie im... wypadało okazywać uczucia5. Ot, cala filozofia ;)

Wizerunki zmarłych, czyli popiersia, medaliony i pomniki

Nie lada wyzwaniem dla każdego rzeźbiarza zawsze była trudna sztuka portretu. Z jednej strony oczekiwano przecież realizmu, ale - wiadomo - modele bywają różne ;) Pod szczególną presją byli artyści cmentarni, których dzieła miały przecież zajmować eksponowane miejsce, a na dodatek świadczyć o danej jednostce także następnym pokoleniom.

Niejako w "spadku" po neoklasycyzmie powązkowskie nagrobki nadal zdobiono popiersiami, lecz właściwie nie były one liczne. Monopol w tej dziedzinie dzierżył zwłaszcza Bolesław Syrewicz, z którego pracowni wyszła kopia utrzymanego w konwencji klasycystycznej autoportretu Konstantego Hegla (zm. 1876 r., kw. 177), ale również kilka realistycznych wizerunków np. Wacława Maciejowskiego (zm. 1883 r., kw. 3) czy Marii Wisnowskiej (1891 r., Aleja Katakumbowa filar 30). Na tym tle wyróżnia się wizerunek Ludwiki Walewskiej z d. Potockiej (zm. 1844 r., kw. 25) ukazujący zmarłą na... łożu śmierci.

W ostatniej ćwierci XIX w. Cmentarz Powązkowski opanowały medaliony portretowe. Owszem, bywały i wcześniej (por. nagrobek Marii Levitoux, 1866 r., W. Oleszczyński, kw. A), lecz pod koniec stulecia żaden "przyzwoity" nagrobek nie mógł się bez nich obejść. Wykonywane zazwyczaj w metalu, rzadziej w białym marmurze, z zasady przyjmowały formy okrągłe lub owalne, otok często wieńczono dekoracją symboliczną (np. medalion Stanisława Kierbedzia, zm. 1899 r., A. Madeyski, kw. M), a portretowanych ukazywano w różnych ujęciach i w różnym "stopniu trójwymiarowości". W przeciwieństwie do tradycji klasycystycznej dość wiernie oddawano nie tylko szczegóły fizjonomii, ale tez fryzury lub stroju.

Właściwie nie było w owym czasie rzeźbiarza w Warszawie, który by nie pozostawił na Starych Powązkach jakiegoś portretu6. Prym wiódł zwłaszcza Bolesław Syrewicz (medalion Stanisława Jachowicza, 1878 r., Aleja Katakumbowa filar 8, Juliana Bogdańskiego, zm. 1894 r., kw. 12) oraz Andrzej Pruszyński (medalion Henryka Wieniawskiego, zm. 1880 r., kw. 11), a z czasem zastąpili ich Bartłomiej Mazurek (np. medalion Juliana Markowskiego, 1912 r., kw. Q, Karoliny i Piotra Dziurzyńskich, 1913 r., kw. 48, Józefy Pauliny Joanny z Romanów Bogdańskiej, 1914 r., kw. 12) oraz szczególnie ceniony Czesław Makowski (medalion Zygmunta Glogera, 1904 r., kw. 52).

Praktycznie nieobecne są natomiast całopostaciowe pomniki zmarłych, co więcej przedstawiają one tylko mężczyzn. Z nielicznych przykładów warto jednak wspomnieć o pomniku Napoleona Leona Pomian-Łubieńskiego (zm. 1860 r., W. Oleszczynski, Aleja Katakumbowa, filar 16), na którym wzorował się Bolesław Syrewicz rzeźbiąc posąg wybitnego aktora Jana Królikowskiego (zm. 1886 r., kw. D). Oba pomniki mogłyby śmiało stanąć na jakimś placu publicznym, czego nie można powiedzieć o monumencie Romana S. Lubowieckiego. Wyszedł on spod dłuta Bartłomieja Mazurka, nie późnij niż po 1936 r.7, lecz utrzymany jest w konwencji XIX-wiecznego realizmu, choć - jak chce Tadeusz M. Rudkowski8 - bliżej mu do wzorów włoskich niż polskich. Mazurek nie dążył do stworzenia majestatycznego, ponadczasowego pomnika. Ot, na kamieniu, zapewne podczas spaceru, przysiadł sobie pan z sumiastym wąsem, ubrany jak na eleganckiego biznesmena przystało, ale bez zbędnego przepychu. Podobny charakter miały niektóre nagrobki werystyczne: ukazywały postacie w codziennych sytuacjach, realistycznie i bez patosu. Na Starych Powązkach jest to jednak ewenement.

Rzeźba portretowa była głównym środkiem utrzymania warszawskich artystów. Na szczęście sfery arystokratyczne nie mogły się bez niej obejść, a umieszczenie na nagrobku fotografii (porcelanki) uważane było za przejaw złego smaku. Zamówień więc nie brakowało, również ze sfer bogatego mieszczaństwa czy urzędników, którzy chcieli podkreślić w ten sposób swoją pozycję społeczną. Rzeźbione podobizny bardzo często pokazywano zresztą na wystawach, skąd oryginał wędrował do prywatnych kolekcji, a kopia na cmentarz.

Nagrobki dziecięce

Pierwsze ich przykłady na Cmentarzu Powązkowskim pojawiły się w 1. połowie XIX w. (zob. Neoklasycyzm), ale prawdziwy rozkwit tego typu twórczości nastąpił w 2. połowie XIX w. i początku XX w.

Za prekursora, promotora i w ogóle mistrza nagrobków dziecięcych uważa się Faustyna Cenglera. I chociaż nie wszytkim się one podobały (np. Cyprianowi Godebskiemu), to rzeźba Starych Powązek byłaby o wiele uboższa, gdyby nie małe "aniołki".

Paradoksalnie tylko jeden z nich znalazł się w dorobku Cenglera (nagrobek Jeanne Melanie Gabrielle Goldstand, 1873 r., kw. D), a większość dzieł artysty to realistyczne portrety dzieci, ukazanych najczęściej w strojach z epoki (nagrobek Jadzi Leśniewskiej, 1862 r., kw. 6, Jana i Dominika Bohuszów, 1869 r., kw. 175).

W następnych latach na Cmentarzu Powązkowskim zaroiło się od pomniczków dziecięcych, a Cenglera szybko "zdystansował" Bartłomiej Mazurek9. Maluchy ukazywano bądź jako aniołki (nagrobek Kaziutka, Dzidzi, Hanuli i Marychny Niemczyńskich, zm. w l. 1906-1909 r., B. Mazurek, kw. 48, Janusia Sobieskiego, zm. 1915 r., kw. 28 wpr.), bądź jako realne osoby, przedstawione w typowych dla siebie sytuacjach (nagrobek Zygmusia Jeziorowskiego, zm. 1911 r., L. Wasilkowski, kw. N), budzące się do życia wiecznego (nagrobek Irusi Rudnickiej, 1910 r., B. Mazurek, kw. 19), w drodze do zaświatów (nagrobek Irenki i Zygmusia Kurella, zm. 1901 r., A. Olesinski, kw. 175, Irenki i Tadzia Stankiewiczów, zm. 1912 r., kw. 166) czy też dumające nad własną mogiłą (nagrobek Miecia Dąbrowskiego, zm. 1896 r., B. Mazurek, kw. 53, Czesia Radłowskiego, zm. 1906 r., kw. 279).

Zapotrzebowanie na dziecięce nagrobki było bardzo duże, czego świadectwem są masowo powielane figurki z grobów Irusi Zagrodzkiej (zm. 1900 r., A. Olesiński?, kw. 48) czy Franusia Jamnickiego (zm. 1899 r., kw. 31 wpr./177 wpr.). Nie tylko bowiem umieralność dzieci była w owych czasach duża, ale - w przeciwieństwie do poprzednich epok - pojawiła się niemal powszechna potrzeba upamiętniania owych krótkich istnień.

Anioły

Wiek XIX to złote czasy dla aniołów. Zwłaszcza na cmentarzach zaroiło się od różnych ich odmian i chyba nigdzie w Polsce nie ma tak zachwycających, tak różnorodnych ich posągów, jak właśnie na Cmentarzu Powązkowskim10.

Nasz przegląd zaczniemy subiektywnie, od mojego ulubieńca :) Panie i Panowie, czapki z głów przed Aniołem Śmierci dłuta Jana Woydygi (nagrobek Stefcika Kamieńskiego i Maniusi Lipowskiej, 1890 r., kw. 11). Właśnie zabrał spośród żywych niewinne dziecięce duszyczki, lecz przystanął na chwilę, aby skrzydlatą klepsydrą przypomnieć, że nasz czas również kiedyś nadejdzie. Inne "wcielenia" Anioła Śmierci nie są już tak imponujące, ani rozmiarami, ani siłą wyrazu. Tym niemniej warto odwiedzić grób Józefa Sonenberga, aby ujrzeć śmierć przynoszącą życie wieczne (1906 r., T. Skonieczny, kw. 34) lub miejsce spoczynku malutkiej Marii Zofii Wieczorek (1901 r., T. Skonieczny, kw. 87), którą do wiecznego snu kołysze piękna anielica.

Na granicy świata żywych i umarłych urzędowały Anioły Tajemnicy, Milczenia i Pokoju. Widzimy je m.in. na grobach rodziny Karlińskich i Mroczkowskich (kw. 66), a zwłaszcza Zdzisława Dąbrowskiego (zm. 1904 r., kw. 31), Jana Gella (1908 r., L. Wasilkowski, kw. 39) czy rodziny Biernackich (1912 r., B. Mazurek, kw. 20), jak przypominają żywym o uszanowaniu spokoju zmarłych i wielkiej tajemnicy, jaką pozostanie śmierć.

Wiele z nich przynosiło jednak nadzieję na życie wieczne. Oto w miejscu pochówku Gracjana Dąbrowskiego (l. 1880-1899, B. Syrewicz, kw. 32 wpr.) przystanął Anioł Wiary i Nadziei), który pociesza Smutek pozostały po zgonie człowieka, wskazując Niebo - miejsce pośmiertnej szczęśliwości ludzi sprawiedliwych.

Nie zabrakło też na Starych Powązkach boskich wysłanników zwiastujących Dzień Zmartwychwstania. Jeden z nich dmie w trąbę budząc zmarłych (nagrobek Adaminy Chołoniewskiej z d. Potockiej, 1907 r., P. Weloński, kw. 162)12 inni pomagają im wydobyć się z grobów (nagrobek rodziny Soldenhof, ok. 1908 r., kw. 47).

Najbardziej rozpowszechnione były jednak anioły reprezentujące całkiem ludzkie uczucia. Anioły Smutku - bo o nich mowa - skutecznie konkurowały z opisanymi wyżej alegoriami żalu. Tak więc cichą melancholią emanuje posąg na grobie Karola Kozłowskiego (zm. 1902 r., kw. 73), nad miejscem spoczynku młodej Zofii Jankowskiej z d. Rybickiej (zm. 1902 r., kw. M) filigranowa anielica składa kwiat róży, a prochy Antoniny Kuszelwskiej (1910 r., B. Mazurek, kw. 65) opłakuje inna niebianka. Na tym tle wyróżnia się figura z grobu Stanisława Olszewskiego (zm. 1898 r., A. Casetti, kw. 50), która - chociaż skrzydlata - nieodparcie przypomina kobietę z krwi i kości. Kto wie, może niepocieszoną małżonkę? Natomiast licznych kopii doczekał się anioł z grobu Feliksa i Anieli z d. Różyc-Kuczewskiej Kozłowskich (1895 r., T. Skonieczny, kw. 13).

Ach, ileż by jeszcze można mówić o powązkowskich aniołach?! Najlepiej pójść i samej je zobaczyć ;) Na zakończenie warto jednak poczynić uwagę, iż jest to populacja wyjątkowo "sfeminizowana", chociaż z założenia powinna być ponad tego typu "podziałami" ;).

Wszyscy święci

"Renesans" religijności sprawił, że na Cmentarzu Powązkowskim zaroiło się od Chrystusów, Najświętszych Panienek oraz licznych świętych.

Chyba najwcześniej pojawiły się wizerunki Jezusa. Szczególnie popularne były przedstawienia związane z Męką Pańską, gdyż odwoływały do dogmatu o zbawczej mocy ofiary Chrystusa (zob. Nota interpretacyjna przy nagrobku Zawadzkich). Wyjątkową "karierę" zrobiły figury Jezusa niosącego krzyż. Dla części z nich wzorem była "debiutancka" praca Andrzeja Pruszyńskiego wystawiona w 1858 r. pod kościołem Św. Krzyża w Warszawie, co widać zwłaszcza w nagrobkach Bolesława Syrewicza (nagrobek Aleksandra i Ludwiki Blumenfeldów, 1896 r., kw. 5). Natomiast wyjątkową ekspresją cechuje się figura Chrystusa upadającego pod krzyżem Teodora Skoniecznego (nagrobek rodziny Światopełk-Zawadzkich, 1893 r., kw. P) licznie kopiowana nie tylko na Starych Powązkach, lecz w ogóle w Warszawie. Trzeba również wspomnieć o pietach (nagrobek rodziny Antoniego Lelowskiego, zm. 1865 r.(?), kw. 159, rodziny Tarnowskich, ok. 1917 r., kw. 105) i scenach Modlitwy w Ogrójcu produkowanych zresztą masowo wg jednego szablonu (nagrobek Józefa Zaiąca, zm. 1910 r., kw. 38).

Natomiast stosunkowo niewiele jest posągów Chrystusa Miłosiernego (nagrobek rodziny Dziurzyńskich, 1913 r., B. Mazurek, kw. 48).

Drugie miejsce w hierarchii ważności zajmuje Najświętsza Maria Panna, uważana za orędowniczkę i opiekunkę śmiertelników. Na Cmentarzu Powązkowskim dominują szablonowe wizerunki (nagrobek Marii Belke z d. Kisielnickiej, zm. 1885 r., T. Skonieczny, kw. 2), ale zdarzają się też "rarytasy", jeśli nawet nie pod względem artystycznym, to przynajmniej ikonograficznym. Zaliczyłabym do nich np. pomnik Madonny z dzieciątkiem na grobie Stanisława Kaliszewskiego (zm. 1855 r., kw. 159), którego cokół zdobi płaskorzeźba ukazująca potępionych, z ognia piekieł wyciągających dłonie do Wspomożycielki. Natomiast wysoki poziom artystyczny prezentowały święte figury dłuta Andrzeja Pruszyńskiego, z których warto odwiedzić rzeźbę Niepokalanej na grobie panien kanoniczek (1868 r., kw. 19) oraz Madonnę z nagrobka Wojciecha Białosukni (1886 r., kw. 22) czy rodziny Wasiutyńskich (1880 r. kw. 183). Na tle owych statycznych, typowo akademickich posągów, wyróżnia się Immaculata z grobu Marii Boll (zm. 1914 r., kw. 304), której szaty rozwiewa jakiś niebiański wiatr.

Wreszcie kolejną grupę świętych figur stanowią wizerunki patronów, aczkolwiek liczebnością czy poziomem artystycznym nie dorównują poprzednim. Ot, pogrążone w modlitwie pobożne niewiasty "z atrybutami" (np. św. Tekla z nagrobka Tekli Jakimowicz z d. Lipskiej, zm. 1875 r., kw. 66) czy też poważni patronowie (św. Józef na grobie Józefa Uklejskiego, przed 1910 r., T. Skonieczny, kw. 52).

Rzeźba sakralna, chociaż obecna na Cmentarzu Powązkowskim w licznych egzemplarzach, prezentowała zazwyczaj poziom nader przeciętny, nie odbiegający od oficjalnych kanonów sztuki religijnej. Wyjątki w postaci rzeźb Syrewicza lub Pruszyńskiego potwierdzają tylko ową smutną regułę.

Wniebowzięte

Motyw to dość rzadki w powązkowskiej rzeźbie nagrobnej, aczkolwiek zmuszona jestem coś w tej kwestii napisać. Czemuż? Ano dlatego, że jest on reprezentowany przez nagrobek, uważany przez wielu za najpiękniejszy pomnik Starych Powązek.

Mowa o rzeźbie Donato Barcaglio wystawionej ok. 1900 r. na grobie Lusi Raciborowskiej (kw. 3). Artysta ukazał nam chwilę, kiedy piękna a młoda Lusia ulatuje z tego łez padołu do niebiańskiej szczęśliwości. Rzeźba zachwyca iście barokową dynamiką i ekspresją oraz świadczy o perfekcyjnym opanowaniu warsztatu przez Barcaglio. Cóż, Włosi cieszyli się wówczas opinią znakomitych rzeźbiarzy.

Jakże blado na tym tle (przynajmniej pod względem techniki i rozmachu) wypada inna realizacja tematu wędrówki ku Niebiosom, którą możemy znaleźć na grobie Franciszki Lubowieckiej (1906 r., B. Mazurek, kw. 183). Oto widzimy otwarty grób z wyzierającym z nętrza trupem. Między jego kośćmi wije się wąż - symbol grzechu, czyli śmierci, lecz obok spoczywa wieniec laurowy - znak chwały. Ku Niebu unosi się młodzieńcza dusza Franciszki, która dzięki swej pobożności (krzyż) i niewinności (lilia) z pewnością dostąpi rajskiej szczęśliwości.

Pozornie owe nagrobki przedstawiają to samo, lecz zagłębiwszy się w chrześcijańską eschatologię, uświadomimy sobie, iż tak naprawdę nasze dziewczęta ukazano w dwóch różnych momentach zagrobowego życia. Otóż pierwsza zrywa się na dźwięk trąb anielskich w dniu Sądu, kiedy to zmarli wstaną z martwych "ubrani" w swe cielesne powłoki. Natomiast druga oczekuje dopiero tej chwili, gdyż jej ciało nadal spoczywa w ziemi.

Warto na koniec zauważyć, iż oba pomniki wystawiono dla młodych dziewcząt. Czyżby chłopcy nie zasługiwali na Zbawienie? ;)

Bilans wieku

Nie będziemy oceniać poziomu XIX-wiecznej rzeźby powązkowskiej, lecz chyba udało mi się Was przekonać, że mamy się czym chwalić ;) Na zakończenie warto jednak poczynić kilka uwag ogólnych.

Porównując twórczość nagrobkową warszawskich artystów z zagranicą od razu można zauważyć ich konserwatyzm i umiłowanie wartości klasycyzmu. Co prawda nasi rzeźbiarze nie odżegnywali się od ukazywania "realności" (portrety, nagrobki dziecięce), lecz przykłady takich dzieł giną wśród achronologicznych nagrobków. Większość pomników jest bardzo "statyczna" i dostojna, co z drugiej strony doskonale odpowiada powadze miejsca. Taż sama atmosfera wpłynęła zapewne na całkowitą nieobecność aktów, choć porównując Stare Powązki z Cimitero Monumentale zastanawiam się czy nie była to raczej różnica mentalności ;)

Bez względu na poziom ówczesnej rzeźby powązkowskiej należy jednak zauważyć, iż jej tematyka była przebogata i następne pokolenia co najwyżej eksploatowały rozpowszechnione w XIX w. wątki.

© Sowa
1.11.2009

Przypisy

  1. Hasło academic art [w:] Wikipedia : the free encyclopedia.
  2. Jeśli dobrze przypatrzymy się pomnikowi Juliusza Hermana, na pewną nie ujdzie naszej uwagi także misterne, koronkowe wykończenie woalu.
  3. Przez długi czas uważano go zresztą za dzieło Bolesława Syrewicza.

    Natomiast kopię nagrobka Hermanów wykonano dla ozdobienia miejsca pochówku Andreja N. Grimma (zm. 1904 r.). Pomnik ten wyszedł z pracowni Syrewicza (jest sygnowany), aczkolwiek jest mało prawdopodobne, że wykonał go sam mistrz, bowiem... zmarł w 1899 r.

  4. Poza krzyżem, który trzyma w ręce nic nie wskazuje na jej "profesję". Co więcej w głębi niszy, w której stoi figura, wykuty jest napis "Ave Marya".
  5. N. Fischer, Vom Gottesacker zum Krematorium : eine Sozialgeschichte der Friedhöfe in Deutschland seit dem 18. Jahrhundert, 1996, s. 71. Edycja elektroniczna.
  6. W gronie tym znalazła się "nawet" kobieta, bardzo zresztą ceniona portrecistka Maria Gerson-Dabrowska (medalion Edwarda Siwińskiego, zm. 1897 r., kw. 5).
  7. Pomnik nie jest sygnowany. Mazurek zmarł w 1936 r., podczas gdy Lubowiecki w 1940 r.
  8. T.M. Rudkowski, Cmentarz Powązkowski w Warszawie : panteon polski, (Nasze Pamiątki i Krajobrazy), Wrocław 2006, s. 186.
  9. Doliczyłam się sześciu nagrobków dziecięcych autorstwa Mazurka. Oprócz wymienionych w dalszej części tekstu są to pomniki: Januchny Łuniewskiej (1898 r., kw. 20), Wiesi Minchejmer (1907 r., kw. 174), Bogusia Plater (1909 r., kw. L). Ponadto Mazurek wykonywał też medaliony portretowe m.in. Tadzia Łapińskiego (zm. 1917 r., kw. 193) czy Dzidka Drabczyka (1911 r., kw. M).
  10. W niniejszym tekście będę się posługiwać "systematyką gatunku" opracowaną przeze mnie do tekstu Anioły w sztuce cmentarnej XIX i początku XX w.. Naturalnie nie ma ona charakteru "jedynej i słusznej", ale pozwoli nam trochę uporządkować wcale liczną gromadkę powązkowskich aniołów ;)
  11. To znaczy trąbiłby, gdyby ciągle nie kradziono mu instrumentu. Jakby to miało powstrzymać koniec świata, który i tak będzie w 2012 r. ;)


Do góry