Sztuka Cmentarza Powązkowskiego


Twórcy nagrobków
Środowisko artystyczne Warszawy

Twórców nagrobków powązkowskich można podzielić właściwie na dwie grupy:

  • artystów - rzeźbiarzy lub architektów, tworzących zazwyczaj na specjalne zamówienie;
  • rzemieślników - realizujących cudze pomysły lub wykonujących mniej skomplikowane prace.

Do wybuchu II wojny światowej środowisko twórców nagrobków było tak naprawdę bardzo przemieszane. Wiele firm zatrudniało lub współpracowało z artystami, a i sami rzeźbiarze prowadzili własne warsztaty sztukatorsko-kamieniarskie, gdyż po prostu inaczej trudno było zarobić na życie. A konkurencja, zwłaszcza w 2. połowie XIX w., była spora.

Wiek XIX i początek XX w. (do 1918 r.)

Jako się rzekło, egzystencja adeptów skulptury nie była łatwa, więc jeśli ktoś chciał przeżyć i coś w życiu osiągnąć musiał iść na kompromisy. Czasami bardzo wielkie. Zbyt wielkie.

W pracowniach wielu rzeźbiarzy powstawały więc nie tylko "dzieła sztuki" przeznaczone na wystawy Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (TZSP). Ba! stanowiły one raczej prace "po godzinach", gdyż główną sferą działalności była rzeźba dekoracyjna (do ozdoby architektury i/lub wnętrz) oraz sakralna, zwłaszcza pomniki cmentarne. Właśnie tu można było zamówić figurę jakiegoś nadobnego anioła, plakietę portretową lub bardziej wyszukany nagrobek.

Tak "marnowały" się talenty chyba wszytkich rzeźbiarzy warszawskich m.in. Faustyna Cenglera, Ludwika Kaufmanna, Józefa Jana Manzla1, Andrzeja Pruszyńskiego, Ludwika Pyrowicza, Teodora Skoniecznego, Bolesława Syrewicza i wielu, wielu innych.

"Mariaż" sztuki z biznesem niejednemu przyniósł majątek. Teodor Skonieczny, z którego zakładu wyszło stosunkowo niewiele (sygnowanych) nagrobków, dorobił się własnej kamienicy, a Józef Manzel pozwolił sobie nie tylko na budowę okazałego domostwa, ale nawet na zakup kamieniołomu w Szydłowcu2.

Podręczniki czy encyklopedie zbywają lekceważącym milczeniem istnienie owych przedsiębiorczych artystów3, a przecież ich działalność dla polskiej sztuki jest nieoceniona. Właśnie w tych warsztatach-pracowniach kształciły się bowiem kolejne pokolenia polskich rzeźbiarzy, pozbawionych możliwości edukacji na profesjonalnych uczelniach. Jeśli udało im się w między czasie zdobyć wiedzę teoretyczną i odbyć jakąś podróż za granicę, mieli szansę zaistnieć jako artyści4 (np. Andrzej Pruszyński, Józef Pius Weloński). Jeśli nie - pozostawali "tylko" rzemieślnikami.

Niektórzy ze rzeźbiarze podejmowali mniej lub bardziej trwałą współpracę z warsztatami kamieniarskimi. Najlepszym przykładem jest kariera Bartłomieja Mazurka, początkowo projektującego posągi dla Henryka Żydoka, a potem dla znanej firmy Romana S. Lubowieckiego.

Nie tylko uczniowie Fidiasza zajmowali się wytwarzaniem pomników cmentarnych. Większość z nich powstała w licznych i prężnie działających zakładach kamieniarskich Fedorowicza, Kozińskiego, Józefa Norblina i Stefana Bartmańskiego, Romana S. Lubowieckiego, Osińskiego, Płeckiego, Jana Rudnickiego, Bolesława Sypniewskiego, Henryka Żydoka.

Do największych należało przedsiębiorstwo Romana S. Lubowieckiego, który nota bene kształcił się na rzeźbiarza w pracowni samego Bolesława Syrewicza5. Założone w 1880 r.6 szybko zdystansowało inne firmy warszawskie tak pod względem ilości zamówień, jak i ich zasięgu geograficznego7. W 1905 r. Lubowiecki założył nawet prywatną szkołę rzeźbiarstwa.

Natomiast miano najnowocześniejszej firmy (przynajmniej w ocenie współczesnych) przypadło zakładowi Józefa Norblina i Stefana Bartmańskiego8. Obaj panowie mieli zresztą solidne podstawy do prowadzeni takiego biznesu: pierwszy z wykształcenia architekt (Politechnika Drezdeńska), drugi - artysta z praktycznym podejściem do sztuki (Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie, Szkoła Przemysłowa w Friedebergu). Uruchomili pierwsze mechaniczne zakłady obróbki kamienia, w tym absolutną nowość na owe czasy: polerownię granitu9. Właśnie w tym gatunku kamienia specjalizował się zakład Norblina i Bartmańskiego, a jego wyroby zdobiły nie tylko Stare Powązki, ale również nekropolie w odległej Odessie.

Wspomnieć należy także o zakładach zajmujących się kowalstwem artystycznym oraz odlewnictwem. Z warsztatów Romana Szewczykowskiego (grób rodzinny, kw. 12) czy K. Siarkiewicza (krata wokół grobowca Matyldy Sawickiej, ok. 1905 r., kw. 176]) wychodziły istne cuda wyczarowane z metalu. Do historii przemysłu i sztuki warszawskiej przeszła też pracownia Łopieńskich, założona w 1862 r. przez Jana Łopińskiego. Prawie każdy okazalszy pomnik z brązu "rodził" się właśnie w zakładzie przy ul. Hożej10, ot, choćby rzeźba Smutku z grobu Juliana Frageta (1907 r., B. Jeziorański, kw. 159)], ogromna płaskorzeźba umieszczona na grobie Michała Mankielewicza (1912 r., R.S. Lewandowski, kw. IV)] czy delikatne płaskorzeźby na grobowcu rodziny MacDonald (ok. 1909 r., Z. Otto, kw. 32 wpr.).

Piszemy tu sobie o pomnikach w jakiś sposób wyjątkowych lub reprezentatywnych. Tymczasem nie oczekujmy, że taki Syrewicz spędzał 24 godziny na dobę w pracowni i rzeźbił nagrobki. Od tego był wielkim artystą, aby mieć pomocników ;) Mimo że wiele nagrobków na Starych Powązkach sygnowanych jest konkretnymi nazwiskami, to rzadko kiedy powstały one "od początku do końca" pod ręką mistrza. Sporządzał on zazwyczaj tylko szkic, który we właściwy blok skalny przenosili uczniowie, a sam artysta zajmował się co najwyżej wykończeniem dzieła. Tym samym kwestia autorstwa poszczególnych pomników jest w istocie cokolwiek skomplikowana.

Z drugiej strony nie każdy zakład produkujący nagrobki należał do profesjonalnego rzeźbiarza. Olbrzymia liczba pomników powązkowskich wychodziła spod mniej wprawnego dłuta i uzależniona była od zdolności i wyobraźni danego rzemieślnika. Często komponował on swoje "dzieło" z elementów zaczerpniętych z różnych epok, nie dbając o poprawność stylistyczną i tylko od jego indywidualnej wrażliwości zależało, czy powstanie dzieło sztuki czy kicz. Dzięki temu nagrobki powązkowskie są, owszem bardzo... malownicze ;), ale jakiekolwiek datowanie ich na podstawie ornamentyki itp. jest obarczone dużym ryzykiem błędu.

Bez względu na poziom XIX-wiecznej produkcji nagrobkowej, interes musiał być nader opłacalny, a środowisko kamieniarzy i rzeźbiarzy stało się wyjątkowo silne. Wystarczy zresztą zajrzeć do ówczesnych ksiąg adresowych, aby zobaczyć, że było to wcale liczne grono11. Pod koniec XIX w. obie grupy założyły wspólny cech, a w 1906 r. otwarto zawodową szkołę rzemiosła kamieniarskiego, w celu podniesienia estetyki sztuki sepulkralnej12.

Wiek XX (l. 1918-1939)

Odzyskanie niepodległości nie pozostało bez wpływu na środowisko twórców sztuki cmentarnej. Zabrzmi to może trochę górnolotnie, ale w narodzie obudziła się dusza artystyczna ;), co widać np. w... ówczesnych księgach adresowych. W egzemplarzu z 1920 r.Księga adresowa Warszawa na 1920 rok, pod red. T. Koźmińskiego, Warszawa 1920.13 na dwadzieścia kilka firm kamieniarskich "przypada" tyle samo rzeźbiarzy z własnymi pracowniami (m.in. Jan Biernacki, Bartłomiej Mazurek, Zygmunt Otto) i drugie tyle "wolno praktykujących".

Zniknęły natomiast firmy prowadzone przez rzeźbiarzy tj. wszelkie zakłady sztukatorsko-kamieniarskie. Coraz więcej nagrobków produkowano w zwykłych warsztatach rzemieślniczych, których właścicielom daleko było do jakiś aspiracji artystycznych.

Jednak prace adeptów skulptury wcale nie przestały pojawiać się na Starych Powązkach. Ba! nekropolię powązkowską coraz częściej zdobiły dzieła kobiet-artystek, wykształconych nieraz jeszcze w XIX w. (np. Maria Gerson-Dąbrowska, a w następnych latach m.in. Maryla Lednicka-Szczytt, Hanna Nałkowska-Bickowa, Olga Niewska, Ludwika Nitschowa, Zofia Trzcińska-Kamińska, Barbara Zbrożyna).

Tym niemniej większość artystów wcale nie paliła się do projektowania pomników cmentarnych. W wolnym państwie sztuka mogła wreszcie normalnie się rozwijać tj. prezentować się w galeriach czy przestrzeni publicznej (pomniki), a nie wyłącznie na nekropoliach14. Twórczość cmentarna przestała być niezbędną odskocznią do kariery, a jej uzależnienie o gustów zleceniodawcy ubliżało dumie nowoczesnych artystów15. Dlatego też niechętnie podejmowali się oni prac w tej dziedzinie, aczkolwiek wszytkie "wielkie" nazwiska ówczesnej rzeźby polskiej zostawiły swoje "trzy grosze" właśnie na Cmentarzu Powązkowskim.

Wiek XX (l. 1945- )

Tragiczna cezura II wojny światowej utrwaliła na Cmentarzu Powązkowskim dominację dzieł kamieniarstwa, a nie rzeźbiarstwa czy architektury.

Firmy, zajmujące się tylko mechaniczną obróbką kamienia, w siłę urosły jeszcze przed 1939 r. Po 1945 r. praktycznie całkowicie zdominowały produkcję nagrobków (zob. też Sztuka 2. połowy XX w. i początku XXI w.), co w połączeniu z (przymusowym nieraz) upaństwowieniem wielu z nich i wiecznym niedoborem materiałów, znacznie obniżyło poziom artystyczny powojennych nagrobków. Doszło do sytuacji paradoksalnej, choć typowej dla ówczesnej gospodarki komunistycznej: to klient musiał dostosować się do oferty przedsiębiorstwa, a nie odwrotnie. Owszem, nadal pojawiały się dzieła artystów, lecz był to margines16.

Upadek komunizmu wraz urokami jego gospodarki teoretycznie przywrócił szanse prawdziwej sztuce cmentarnej. Dopiero jednak w ostatnich latach (początek XXI w.) można zaobserwować na Starych Powązkach powrót dzieł autorskich lub przynajmniej estetycznych. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się firma rodziny Sypniewskich, której udało się przetrwać czasy gospodarki planowej, a dziś jej wyroby zdobią nie tylko Stare Powązki, ale i inne warszawskie nekropolie17.

Lokalizacja w przestrzeni

Jakoś tak się dziwnie złożyło, że główne nekropolie Warszawy ulokowano akurat za jej zachodnią granicą. Właśnie na terenie dzisiejszej Woli18 działało więc najwięcej firm kamieniarskich obsługujących Stare Powązki19.

Przodowała pod tym względem zwłaszcza ul. Dzika (zakłady: Romana S. Lubowieckiego, Leona Myszkowskiego, Józefa Norblina i braci Bartmańskich, Jana Rudnickiego, Pawła Płeckiego), dalej Chłodna (zakłady: Józefa J. Manzla, Teodora Gundelacha20), Wolska (zakłady: Andrzeja Pruszyńskiego, Aleksandra Sikorskiego) i wreszcie Młynarska (firma Ludwika Reh).

Stosunkowo niewiele (dużych) firm działało przy ul. Powązkowskiej (m.in. Bolesława Sypniewskiego), gdzie dopiero po II wojnie światowej zgrupowano, państwowe w większości, zakłady kamieniarskie21. Również dziś na całej długości cmentarza przy rzeczonej ulicy znajdują się zakłady kamieniarskie, chociaż gdyby oceniać ich ofertę na podstawie "wystawki", to im dalej od centrum tym... wyższy poziom22.

Trochę inaczej przedstawia się "topografia" pracowni rzeźbiarskich. Najczęściej znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca zamieszkania artysty, zatem np. 1869 r. bardziej wyszukany nagrobek można było zamówić u Faustyna Cenglera (ul. Topiel 2821a)23, Leandra Marconiego (Ordynacka 2874ab), Leon Molatyńskiego (Leszno 658) czy wreszcie Bolesława Syrewicza (Bracka 1579)24.

Krótka refleksja

Od chwili powstania Cmentarza Powązkowskiego wiele się zmieniło w sztuce sepulkralnej. W XIX w. produkcją nagrobków zajmowali się rzeźbiarze i architekci, których często uważano bardziej za rzemieślników niż artystów. W belle epoque podział między sztuką a rzemiosłem stał się bardziej ostry, aż wreszcie w XX w. "wygrało" kamieniarstwo.

Przemiany te widać w formach nagrobków, które - niezależnie od zmian w sztuce - stawały się coraz prostsze, a ich kształty uległy coraz większemu ujednoliceniu.

Oprac. Sowa
31.08.2010

Przypisy

  1. Spotkałam się z bardzo wieloma odmianami tego nazwiska m.in.: Manzel, Menzel, Mantzel, Mentzel, Mancel, Mencel. Sam jego właściciel na reklamie i grobowcu rodzinnym "pisze" się Manzel.
  2. Dubrowska M., Medale i plakiety portretowe [w:] Cmentarz Powązkowski w Warszawie, (red. nauk.) Durko J., Fijałkowski W., Szwankowska H., Warszawa, 2002, s. 79.

    Zakład kamieniarski, od dawna zaopatrujący cmentarze, Manzel odziedziczył po ojcu Janie Józefie. Jak głosiła reklama firmy, istniała ona od 1790 r.

  3. Jak zresztą w ogóle polską rzeźbę XIX w. Wystarczy porównać hasła rzeźbiarstwo w XIX-wiecznych encyklopediach z pracą: Szydłowski T., Sztuka XIX i XX w. [w:] Historia sztuki, T. 3, (oprac.) Gąsiorowski S.J. [i in.], Lwów, 1934.
  4. Na przykład Jakub Tatarkiewicz terminował w pracowni Pawła Malińskiego, Andrzej Pruszyński u Konstantego Hegla, Jakuba Tatarkiewicza i Władysława Oleszczyńskiego, Józef Pius Weloński u Faustyna Cenglera i Andrzeja Pruszyńskiego, Ludwik Pyrowicz u Faustyna Cenglera, Antoni Olesiński - u Boleslawa Syrewicza, Konstanty Laszczka - u Ludwika Pyrowicza i Jana Kryńskiego.
  5. Oprac. na podst.: Rudkowski T.M., Cmentarz Powązkowski w Warszawie. Panteon polski, Wrocław, 2006, s. 245.
  6. Danuta Jendryczko podaje datę 1886 r. - Jendryczko D., Pomniki sztuki cmentarnej [w:] Cmentarz Powązkowski w Warszawie, (red. nauk.) Durko J., Fijałkowski W., Szwankowska H., Warszawa, 2002, s. 56.
  7. Firma R.S. Lubowieckiego prowadziła budowę mauzoleum Karola Scheiblera w Łodzi, a wiele jej "produktów" znajdziemy także na cmentarzach litewskich czy ukraińskich.
  8. Oprac. na podst.: Oksza R., Sztuka w przemyśle, "Tygodnik Illustrowany" 1909, nr 17, s. 347-348.
  9. Fabryka, mieszcząca się przy ul. Dzikiej 71, miała własną gazownię zasilającą szlifierki i tartaki oraz zapewniającą oświetlenie zakładu. Zatrudniała ponad 60 wykwalifikowanych pracowników.
  10. Bezmyślnie doprowadzonym przez władze komunistyczne do ruiny i sprzedanym zachłannemu deweloperowi przez władze "wolnej" Polski. Obecnie czeka na zburzenie :(
  11. Da się przy tym zauważyć ciekawa prawidłowość: więcej zakładów kamieniarskich prowadzili Żydzi, podczas gdy rzeźbiarstwo zdominowane było przez Polaków. - Zob. np. Dzierżanowski W., Przewodnik warszawski informacyjno-adresowy na rok 1869 [...], Warszawa, 1969. ; Wiśniakowski J., Księga adresowa miasta Warszawy [...], Warszawa, 1896.
  12. Szkoła przetrwała I wojnę światową, dalsze jej losy nie są znane.
  13. Księga adresowa Warszawa na 1920 rok, (red.) Koźmiński T., Warszawa, 1920.
  14. Co nie znaczy, że było łatwo. Nie istniało bowiem coś takiego jak ministerstwo kultury, a jedyna "narodowa galeria" (tj. Zachęta) była ostro krytykowana za konserwatyzm. Sytuację poprawiło dopiero utworzenie Instytutu Propagandy Sztuki w 1930 r. - Zob. Melbechowska-Luty A., Posągi i ludzie. Rzeźba polska dwudziestolecia międzywojennego (1918-1939), Warszawa, 2005, passim.
  15. W ciągu XIX w. dokonała się powolna zmiana statusu artysty, zwłaszcza rzeźbiarza. Przez wieki był on uważany raczej za rzemieślnika realizującego cudze zamówienia i dopiero w owym stuleciu wyzwolił się na niezależnego artystę. Co więcej "bycie artystą" wymagało samodzielnego zmagania się z materiałem, nie mogło więc być mowy o powierzaniu wykonania dzieła pomocnikom, jak to miało miejsce wcześniej.
  16. Wydaje mi się, że jest to tez kwestia podejścia samego klienta. Dziś, jeśli ktoś ma pieniądze, inwestuje w materiał, a nie w dzieło sztuki. Inna rzecz, że tysiąc razy bym się zastanowiła przed powierzeniem zaprojektowania nagrobka współczesnemu "artyście" ;P
  17. W 2007 r. firmę odznaczono Nagrodą Rzetelnego Kupiectwa im. Braci Jabłkowskich. Zakład Sypniewskich nie ogranicza się tylko do dzieł małej architektury, ale wykonuje również całkiem udane rzeźby i płaskorzeźby (najwięcej spotkałam sygnowanych przez Joannę Szykuła-Sypniewską).
  18. Przed II wojną światową była to tzw. Dzielnica Zachodnia. Rozciągnięcie granic Woli na rejony miedzy Towarową-Okopową a dzisiejszą Al. Jana Pawła II nie ma żadnego uzasadnienia historycznego.
  19. Oprac. na podstawie sygnatur na pomnikach oraz: Książka informacyjno-adresowa "Cała Warszawa 1930", Warszawa, 1930. ; Wiśniakowski J., Księga adresowa miasta Warszawy [...], Warszawa, 1896. ; Księga adresowa "Warszawa" na 1920 rok, (red.) Koźmiński T., Warszawa, 1920. ; Dzierżanowski W., Przewodnik warszawski informacyjno-adresowy na rok 1869 [...], Warszawa, 1969.

    Wiele firm, głównie żydowskich, działało też przy ul. Gęsiej i Nalewki, stąd wniosek, ze obsługiwały głównie cmentarz żydowski przy ul. Okopowej. Bardzo szybko przemysł kamieniarski rozwinął się także na Bródnie, gdzie warsztaty nagrobkowe mieściły się przy ul. św. Wincentego oraz Bródnowskiej.

  20. W l. 90-tych XIX w. Gundelach przeniósł się na Dziką 61, a firma Bartmańskich mieściła się na Wolskiej 26 i Dzikiej 69. - Wiśniakowski J., Księga adresowa miasta Warszawy [...], Warszawa, 1896, s. 252.
  21. W 1982 r. w Warszawie działało podobno 50 firm kamieniarskich, z czego 10 na Powązkach. - Na cmentarzach, "Stolica" 1982, nr 32, s. 5.
  22. Zawyża go m.in. oferta firmy Sypniewski, aczkolwiek jest to moja subiektywna ocena ;), gdyż jako jeden z niewielu zakładów kamieniarskich Sypniewscy posiadają w ofercie rzeźbę, a nie tylko bloki kamienne.
  23. Numery przy ulicach to numery hipoteczne. Można je "odszyfrować" m.in. w oparciu o taryfy ulic i placów zgromadzone np. w Cyfrowej Bibliotece Varsavianów Fundacji "Warszawa1939.pl".
  24. W 1883 r. Syrewicz został mianowany konserwatorem rzeźb w pałacach rządowych. - Kwiatkowska M.I., Rzeźbiarze warszawscy XIX wieku, Warszawa, 1995, s. 145.
  25. Zapewne właśnie wtedy przeniósł swoją pracownię do Zamku Królewskiego.


Do góry